Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit motivation. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit motivation. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

Walka o piękne ciało - nowe podejście

 Cześć

A miało być tak pięknie... To miał być mój rok. Dobre sobie. 

Nie dość, że musiałam przerwać studia, nie dość, że straciłam pracę, to jeszcze przez problemy ze zdrowiem i z motywacją dupa urosła jak cholera. 

Sierpień to miesiąc dobry jak każdy inny, by wziąć się w garść, porobić nowe plany i zacząć wszystko od nowa. Rozsądnie i z głową.

Więc ja się biorę w garść, robię plany na ten miesiąc i zaczynam po prostu jeszcze raz. Zarówno walkę o zdrową duszę jak i piękną sylwetkę. 

Wierzę, że się uda. Trzymajcie kciuki!

Karo.


Foto stąd

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Wege siła. Dieta roślinna dla sportowców i miłośników aktywnego trybu życia" Brendan Brazier [recenzja]

Opalamy się (:
Od dłuższego czasu zastanawiałam się co jest w moim organizmem nie tak. Co ja robię źle. Wsłuchiwałam się w moje ciało, ale ono nie chciało mi powiedzieć co mu dolega. Aż wreszcie sięgnęłam po tę książkę. I wreszcie wiem - to stres!
Ale zacznijmy od początku...

Brendan Brazier to znany amerykański kulturysta, triatlonista oraz dwukrotny zwycięzca ultramaratonu na dystansie 50km. Jest też autorem nowej filozofii sportowej, a także kilku książek m.in. "Thrive" oraz posiadanej przeze mnie "Wege siły". Takiej osobie mogłam ze spokojem zaufać i poznać jego wartości i cenne wskazówki.
Nie ukrywam, że odpowiednia dieta dla mnie to nie tylko ta, po której można schudnąć, ale przede wszystkim taka, która zmieni postrzeganie ciała oraz całego procesu żywienia. Z której mogę wyciągnąć to, co najlepsze i najkorzystniejsze dla mnie.
Nie ukrywam, iż nie jestem weganką. I nie stanę się nią na 100%. I wiecie co? Nie muszę! Ale dzięki tej książce, poznałam wiele wskazówek (które już na sobie przetestowałam) i rad, które wcielę w życie.

"Wege siła" to książka stworzona dla sportowców, przez sportowca i z myślą o zdrowym odżywianiu się. Podzielona jest na 7 rozdziałów, w których znajdziemy obszerne informacje, cenne wskazówki i mnóstwo przepisów. Widać, że jest pisana z niezwykłą pasją i ogromną wiedzą. Nie obiecuje nam szyszek na wierzbie i gruszek na Giewoncie, ale krok po kroku pokazuje nam co jak działa, dlaczego tak działa i co można z tym zrobić. To jak instrukcja obsługi, z którą warto zapoznać się przed użyciem. Dla mnie najcenniejszy jest rozdział pierwszy, w którym znalazłam rozwiązanie mojego problemu, a właściwie wskazówkę dotyczącą rozwiązania. To stres. Nie taki zwykły stres, tylko stres żywieniowy (uwierzcie mi, że poruszę obszerniej ten temat na łamach bloga). Do tej pory nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje. A istnieje, i podejrzewam, że większość z Was go doświadcza.
Drugi rozdział to wyjaśnienie, czym tak naprawdę jest dieta wege i na czym ona polega. Znajdziemy tutaj między innymi informację o alergiach żywieniowych, nawodnieniu, oraz które pokarmy pomagają w utrzymaniu odpowiedniego pH naszego organizmu. Rozdział trzeci poświęcony jest trosce o środowisko, czyli ile enrgii zużywamy na produkcję pożywienia i czy mamy na to jakiś wpływ? Z kolei w czwartym rozdziale odnajdziemy informację już stricte sportowe - jakie są najważniejsze substancje odżywcze dla sportowca, na co należy zwrócić uwagę, jak dostosować posiłek do treningów. Przydatna rzecz, z której z pewnością skorzystam.

Czyż brokułek nie jest uroczy?

Piąty rozdział, to zbiór informacji na temat podstawowych pokarmów na diecie wege, oraz konkretnych grup - warzyw, owoców, nasion, olei, czy zbóż. W rozdziale szóstym znajdziemy plan posiłków  na diecie, listę zakupów, sprzętów oraz propozycję posiłków.
I wreszcie w rozdziale siódmym odnajdziemy przepisy, wprowadzenie do posiłków, oraz cenne wskazówki i rady dotyczące przygotowania pokarmów.
Dodatkowo w książce zamieszczony jest słowniczek pojęć, który jest dość pomocny (wyjaśnienie pewnych zjawisk, chorób) i przede wszystkim ciekawy.

Książka napisana jest lekko, chociaż nie jestem do końca przekonana czy słowo 'książka' jest odpowiednie. Czytelnik znajdzie tutaj mnóstwo cennych informacji, doświadczenie autora, i pomocną dłoń, jeśli chce rady wprowadzić do swojego życia. W tej książce nie ma nacisku "musisz to zrobić". Jest stopniowe zachęcanie do zmiany stylu żywienia. Już jeden posiłek typowo wegański może nam pomóc, a przepisy na pyszne, pożywne smoothie czy batony energetyczne aż zachęcają do treningów. To nie jest dieta odchudzająca, chociaż spadek wagi jest naturalnym procesem (swoją drogą, można tutaj także znaleźć informacje, co może być przyczyną tego, że nie chudniemy i jak temu ewentualnie zaradzić), to bardziej instrukcja, jak wzmocnić organizm, aby poprawić swoje wyniki. Zarówno te w sporcie, jak i w życiu codziennym.
Nie mogę nie wspomnieć o uroczym brokule, który towarzyszy nam na początku każdego rozdziału i dość konkretnym podsumowaniu wiedzy. Książka ma miękką oprawę, jest klejona, wydanie mi się bardzo podoba. Dla mnie jest poręczna. Od dwóch tygodni wędruje ze mną w torebce, znalazła sobie tam miejsce i czasami zapominam, że ją mam.

Co ja w niej znalazłam? Jak wspominałam na początku, znalazłam wyjaśnienie i ogółem cenne informacje na temat stresu. Przyznam, że ten rozdział chłonęłam jak gąbka. Wykorzystałam rady, które autor zamieścił, wprowadziłam kilka typowo wegańskich dań, inne szykuję bardziej pod kątem treningów i zaczynam dostrzegać poprawę wyników. Przede wszystkim jestem pełna energii a jednocześnie spokojniejsza. Kojarzę fakty, słucham swojego ciała. A porcja sałaty przestała być dla mnie koniecznością. Cieszę się, że ją mam, bo jak mówię, 100% weganką nie zostanę, ale wpływ jaki mogą mieć warzywa na mój organizm to jednak dla mnie argument. Uważniej też wybieram produkty, i muszę się Wam przyznać że znacznie oszczędzam czas na zjedzenie czegoś pożywniejszego i zdrowszego niż do tej pory.

Na koniec wrzucam fotę z mojego ostatniego spaceru nad Odrą (kliknięcie powiększa)


Ze swojej strony chciałabym jeszcze podziękować firmie Booksenso, dzięki której mogłam przeczytać tę pozycję. Dziękuję.

niedziela, 30 lipca 2017

Pić czy nie pić - oto jest pytanie... czyli jak nawodnić i schłodzic organizm latem.

Lato. Upał. Żar leje sie z nieba, a z nas spływa pot strużkami. Kto z nas nie sięgnął w czasie takiej pogody po zimne piwo, kawę mrożoną czy dobrze schłodzoną coca-colę? Szczególnie nad morzem? A wakacje za granicą? Wszystkim znane drinki z palemką? Cudownie zimne, cudownie orzeźwiające.. Ale czy to jest dla nas dobre?


Pocenie się jest naturalnym procesem w czasie upałów - pomaga chronić organizm przed nagrzaniem. Nie wolno nam jednak dopuścić do odwodnienia. Powinniśmy spożywać ok. 2-3 litrów napoi dziennie. Pytanie tylko co pić, aby nam to nie zaszkodziło?
Właśnie.. napoi, bo nie trzeba pić samej wody. Co więcej - powinniśmy także zwracać uwagę na to, jaką wodę pijemy. Najlepiej sięgnąć po wodę wysoko- lub średniozmineralizowaną, które mają wysoką zawartość magnezu i wapnia. Picie wody niskozmineralizowanej i to w dużych ilościach, powoduje diurezę i może jeszcze bardziej odwodnić nasz organizm.
Jednak to nie wszystko. Pocenie się wypłukuje z organizmu elektrolity, głównie sód, chlor i potas, więc o te składniki mineralne musimy zadbać inaczej. Możemy więc sięgnąć po napoje izotoniczne. Najlepiej te, które sami przygotujemy w domu. Jeśli kupujemy, sprawdzajmy etykiety. Wiele z nich zawiera sztuczne barwniki i cukier.
Możemy sięgnąć po sok pomidorowy, który zawiera bardzo dużo potasu. Co powiecie na temat domowych koktajli z ogórka lub melona? Warto jeść także truskawki, czereśnie, morele czy gruszki. Też zawierają sporą dawkę potasu. Co z herbatą? Miętowa i yerba mate, zarówno na ciepło jak i na zimno ma działanie orzeźwiające.
Dla sportowców bardzo polecana jest woda kokosowa. Jest polecana sportowcom, dobrze nawadnia organizm i jest podstawą wielu orzeźwiających smoothie. 


Czego powinniśmy unikać?
Przede wszystkim alkoholu. Alkohol zmniejsza wydolność układu krążenia, tym samym mogąc spowodować zaburzenia rytmu serca. A jeszcze jak są upały... Na zimne piwo w niewielkiej ilości można sobie pozwolić wieczorem. Kawa wypłukuje magnez i potas z organizmu, dlatego w czasie upałów powinniśmy ją ograniczyć. Cóż, może szklaneczka zimnego latte to nie to samo, ale lepsze niż nic ;) Poza tym kawa jak i herbata działają moczopędnie, a więc dodatkowo sprawiają, że się odwadniamy..
Powinniśmy także odmawiać sobie napoi energetycznych i gazowanych typu coca-cola. Nie dość że mają w cholerę cukru to jeszcze wypłukują cenne składniki mineralne. Na to w czasie upałów nie możemy sobie pozwolić.

Ja często sięgam po wodę staropolankę2000, zimną, z cytryną, miętą i pomarańczą. Czasami dodaję sobie też ogórka, o ile nie zdążę go wcześniej zjeść. Melon i arbuz też mi bardzo smakują. Czasami robię sobie lemoniadę z dużą zawartością cytryny i trochę miodu do smaku.
A Wy? Jak nawadniacie organizm? Macie jakieś ciekawe przepisy na domowe, orzeźwiające napoje? 

środa, 12 października 2016

Plany i inspiracje: Pole Dance

Witajcie.
Ostatnio przeglądając fejsbunia w czasie pracy natknęłam się na zapisy do jednej ze szkół pole dance we Wrocławiu. Oferta ciekawa, zajęcia w miarę moich możliwości dobrze poukładane. No kusi niesamowicie, bo o pole dance myślę już od bardzo, bardzo dawna. Niestety jeden potężny argument nie pozwolił mi na zapisy w podskokach, ale za to zmusił do kombinowania, by od nowego roku zapisać się na ten kurs.
Bo czym jest pole dance? Zwany tańcem na rurze, jest połączeniem tańca, sportu i swego rodzaju sztuki. Kojarzony ze striptizerkami w klubach nocnych, aktualnie jest dość popularną formą ćwiczeń fitness, baletu i gimnastyki. Dla mnie to pewna magia, która pozwala wyzwolić ze swojego ciała pokłady elastyczności, zmysłowości, siły i delikatności zarazem. Nie powiem, uwielbiam siedzieć i patrzeć na YT na zawodniczki pole dance na różnych konkursach. Zresztą.. same zobaczcie:

Moja faworytka:




Magia, prawda? Dwa ostatnie filmiki można przerzucić do samych występów na zawodach. A ja serio - od przyszłego roku mam zamiar zabrać się na poważnie za tę dyscyplinę.

A Wy? Co o tym myślicie?

środa, 9 grudnia 2015

17 sposobów na motywację czyli wypowiadam się ;)

Jak ten czas szybko leci. Dopiero był początek roku i nowe postanowienia, a teraz wszystko się kończy. Miałam kryzys, zresztą widać to na blogu, prawda? I od miesiąca próbuję się pochwalić jedną rzeczą - wypowiadałam się na temat motywacji na blogu Huberta fitplanner.pl


Ale ten kryzys trwający sprawiał, że nie mogłam się przemóc. A dzisiaj? Dzisiaj otworzyłam tego posta, przeczytałam swoją wypowiedź i inne wypowiedzi i kurcze. No przecież to jest właśnie to. To odnalezienie siebie i posłuchanie potrzeb ciała. Tego było mi potrzeba. Tej własnej motywacji.
Dlatego chwalę się dzisiaj - i motywuję, zarówno siebie jak i Was!
Miłego wieczoru
Mirielka

środa, 25 marca 2015

Jestem leniem.

To jest okropne. Nie ważne jak bardzo łatwe cele sobie postanowię, mój entuzjazm spada do minimum po kilku dniach. Jestem leniem. Co prawda wymówką jest ciągła praca, ale akurat przechodzone km idą mi ładnie. Do końca miesiąca zrealizuję cel. Więc problem jest we mnie.
Jeśli chodzi o rower, pogoda ładna, ale mnie się dupy nie chce ruszyć. A potem narzekam.
Co do zgubionych kg. Jestem w połowie, waga nie chce mi ruszyć (właściwie jej się nie dziwię), bo za mało jem. Już niedługo robię podsumowanie, a tutaj nie ma się czym chwalić.
Najgorsze, że ja to widzę, ale jak przyjdzie co do czego, to odpuszczam.
Co jest ze mną nie tak?!


niedziela, 14 września 2014

Fit podsumowanie sierpnia 2014

Wiem, że dosyć późno biorę się za to podsumowanie, ale w moim życiu zawodowym zaszły pewne zmiany i mam ostatnio dużo pracy. A jak mam wolne, to nie miałam sił na to wszystko.

Sierpień był niewątpliwie miesiącem ruchliwym, z racji rozpoczęcia nowej pracy. Do pracy chodziłam piechotą, chyba, że byłam dość spóźniona, albo pogoda nie dopisywała. Przeszłam sobie 49km. Co w porównaniu z innymi miesiącami jest wynikiem bardzo dobrym. Ja też jestem zadowolona. W tym miesiącu mam nadzieję, że tych kilometrów będzie więcej.

Jeśli chodzi o rower, przejechałam niestety tylko 38km, co jest dla mnie porażką i bardzo słabym wynikiem. Niestety, kłaniają się ciuchy ochronne na deszcz, które planuję sobie kupić już od jakiegoś czasu. Ogólnie rower w tym roku bardzo zaniedbałam.

Jeśli chodzi o hantle i ćwiczenia z nimi, to jest poprawa w stosunku do lipca, ale ogólnie jest to kiepski wynik - tylko 420 powtórzeń.

Aktywności fizycznej (w sensie ćwiczeń) miałam ponad 18h, tym samym realizując cel na ten rok, a było to 100h aktywności fizycznej. Minimum sto. Ogólnie jeśli chodzi o samą aktywność fizyczną jestem lepsza niż w ubiegłym roku, ale to będzie na podsumowaniu rocznym
Przysiady (65), brzuszki (35) oraz pompki (5) też nie były ćwiczeniami, którym poświęciłam dłuższą uwagę. I tak, jest mi z tym źle.

Często lawirowałam między filmikami na YT, wybierałam różne partie ciała, różne treningi i różnych prowadzących. Nie mogę polecić na ten moment nikogo konkretnego, ale wiem, że jak nie zacznę i nie wprowadzę systematyczności, to nic z tego nie będzie. I muszę zacząć systematycznie jeść. I kupić wagę. Ale to w październiku.

czwartek, 26 czerwca 2014

Pół roku - proszę o doping i baty :)

Jestem leniwcem. I mam słomiany zapał.
Ciągle sobie narzucam jakieś cele, pełen zapał dwa dni a potem? Potem powrót do starych i bardzo złych nawyków. Zanim się przeprowadziłam do Wrocławia, to prawie dzień w dzień jeździłam na rowerze czy byłam na spacerze i ćwiczyłam. Efekt wizualne, wagowe i obwodowe były. A potem? A potem zmieniłam miejsce zamieszkania - szybkie jedzenie, bo czasu brak na śniadanie, śmieciowe jedzenie, praca w dziwnych godzinach więc i zero ochoty na ćwiczenia, albo ćwiczenia nieregularne.
A nie wróć, jakie ćwiczenia? Przysiady, trochę aktywności, ale to nic. Wróciły złe nawyki, wróciło lenistwo. Wróciła waga i wymiary, może nie aż tak drastycznie, ale jest źle i nie chcę na siebie patrzeć.

Mój rower znowu wylądował na gwarancji w naprawie, więc nie mam tego "mojego" drugiego. Więc nie jeżdżę tak często. Pada deszcz? Brak ubrań ergo znowu rower w odstawce. Nieregularne godziny pracy? Siłownia i fitness odpadają. Zawsze znajduję wymówki. ZAWSZE. Aż mi się żal robi samej siebie. Bo szkodzę sobie niesamowicie.

Ale jest coś, co sprawiło, że obiecałam sobie i nie tylko sobie pewną zmianę. Ktoś cholernie mi bliski, przyjaciel, bratnia dusza i.. ktoś znacznie ważniejszy, wyjeżdża. Wyjeżdża do Irlandii.
Chcę żeby był ze mnie dumny. Chcę też, aby moja tęsknota zamieniła się w coś pożytecznego. Żebym w końcu zaczęła realizować siebie.
Powiedziałam mu "za pół roku mnie nie poznasz". I tego słowa dotrzymam.
Tylko nie chodzi tutaj o samo ciało, chociaż ono dawało mi pewność siebie. Chodzi też o mój charakter, o mój rozwój.
Proszę o doping. I o baty, gdyby ktoś zauważył, że się opierdalam.

Załatwiam sobie abonament OK system, bo siłownie i fitnessy we Wrocławiu są dosyć drogie, mam zamiar w sobotę utopić smutki na siłowni, znaleźć bratnią duszę do ćwiczeń. Żeby mnie też motywowała.
Za pół roku  nie obiecuję sobie bóg wie czego. Za pół roku chcę, aby te zmiany były widoczne, ale na tym się nie skończy. To jest chyba moje najwazniejsze postanowienie.
Powrót do zdrowego odżywiania i przede wszystkiem - regularnego. Powrót do aktywności fizycznej, ćwiczenia, modyfikacja własnego ciała. I realizowanie się krok po kroku.

Żebym mogła powiedzieć "jestem z siebie dumna"



sobota, 1 lutego 2014

Aż chce się ćwiczyć!

We Wrocławiu piękna pogoda, słonecznie, wiosennie, cztery stopnie na plusie. Aż chce się ćwiczyć. I właśnie w takim nastroju wstałam, poruszałam się trochę, znalazłam nowe wyzwanie przysiady+pompki i też stwierdziłam, że wykonam. Łatwiej z planem, bo jednym z moich postanowień noworocznych jest walka z lenistwem i nauka systematyczności. To u mnie leży i kuleje.

Mam zamiar wyznaczyć sobie na ten miesiąc inne cele, bo jak wspomniałam, z planem łatwiej, a pisząc tutaj muszę się z tego rozliczyć. Inaczej byłoby mi wstyd ;)

Grzecznie sobie nie palę. Już trzy tygodnie i nie chcę zapeszać, ale idzie mi rewelacyjnie. Tylko dużo jem - w związku z czym muszę ograniczyć słodycze i napoje gazowane *pisząc to popija zimną pepsi*, bo dupa mi się zaraz w drzwiach nie zmieści. Poza ty w końcu zacząć jeść bardziej dietetycznie, bo teraz to jest taki misz masz, niby ok, ale to podjadanie... *bacik* Tylko gdyby to zdrowsze było ciut tańsze. I tak za mało zarabiam, ale żeby ciut tańsze było *marzenia*

Jak tak dalej pójdzie to może uruchomię już rower (tylko trzeba jakieś spodnie do jeżdżenia kupić), bo po co zwlekać i czekać na wiosnę? Już bym po prostu chciała, tak już już! Ogólnie jest tyle rzeczy, które chciałabym wprowadzić, które chciałabym zrobić i mieć, że ughhh...

A co do stycznia, to idzie mi lepiej niż w tamtym roku.
Aktywności fizycznej w tym roku miałam 22h, w ubiegłym tylko 2h
Spacer: ten rok 22km, ubiegły - 15km
Hantle: 2170 w tym, w tamtym tylko 650

Czuję się z tym super ^.^

niedziela, 19 stycznia 2014

Podjęłam wyzwanie z Mel B! - keep calm and get sexy!

Na FB znalazłam wyzwanie z Mel B i Tiffany. Tak, zapłon mam jak cholera, ale ważne że..
Więc dzisiaj zrobiłam sobie pierwsze ćwiczenia i po prostu padam. Widać moja kondycja nie obejmuje ćwiczeń na brzuch ;)
Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to wyzwanie znajdzie tutaj. Co prawda ja jeszcze dorzuciłam ćwiczenia na klatkę piersiową i ramiona ;)

Swoją drogą, nie lubię takiej pogody. Ani zimno, ani ciepło. Na rower nie mogę, bo nie mam odpowiednich ciuchów, a że dopiero co chorowałam, to wolę sobie odpuścić. Na biegi też nie bardzo, bo znowu nie mam ciuchów. I tak, to jest mój priorytet w przyszłych miesiącach - skompletować strój do ćwiczeń. A potem przyrządy. Zmienić hantle na cięższe + mata. Myślę, że z początkiem marca powrócę do jazdy na rowerze. I dałam sobie minimum 500km. Dla niektórych to pewnie mało, dla mnie to jest pewien pułap minimalny. Zresztą myślę, że we Wrocławiu będę miała więcej możliwości. Chociaż już mi brakuje terenów zielonych wokół mnie. Nie ma co narzekać, się wszystko znajdzie na wiosnę.

I jeszcze chwilę narzekania. Nie lubię swojego telefonu, bo każdy inny, normalny pomaga w motywacjach - łapie mu gps i może śledzić swoje postępy (bieganie, rower, marsz). Mój telefon z systemem bada najpierw myśli przez pół roku czy złapać gps'a czy nie nie, następnie twierdzi, że jest zbyt leniwy a sygnał za słaby. A ułatwiłoby mi to kontrolowanie siebie (chociażby apka z runloga). No nic, do marca coś wykombinuję (licznik został w domu, chyba po prostu kupię drugi)
No! Tego się trzymajmy ;) Zmykam pod prysznic, a potem chyba gdzieś w trasę zwiedzać Wrocław (albo się zaszyć gdzieś z książką?) Nie ma to jak wolna, leniwa niedziela.

piątek, 6 września 2013

Obiecuję Ci moje ciało! (+ motywacyjnie #3)

Bo dzisiaj strasznie potrzebuję motywacji. Ciężkich haseł, nawet już nie efektów. Bo u mnie efekty przyjdą w swoim czasie. Wszak 16 kg to dużo. Jestem z siebie dumna. Ale nie jestem dumna do końca ze sposobu w jakim to osiągam. Za dużo we mnie lenia, za mało postanowień. I się siebie wstydzę. Swojej rozlazłości, złości, wymówek. Koniec z wymówkami. Obiecałam bliskiej mi osobie, że rzucę palenie. Nie kiedyś tam. Nie za jakiś czas. Teraz i natychmiast. Czemu nie potrafię dotrzymywać obietnic danych sobie? Co ze mną jest nie tak? Więc moje kochane ciało - obiecuję Ci że się zmienimy. Zmienimy sposób myślenia, zmienimy sposób działania, dotrzymamy swoich obietnic. Będziemy lepsi Ty i Ja. Sprawniejsi, zdrowsi, piękniejsi. Obiecuję Ci moje ciało!


czwartek, 29 sierpnia 2013

Motywacyjnie #2 (+ choróbsko)

Najlepszy komentarz jaki usłyszałam ostatnio? "Ale schudłaś!"
I fakt, że wchodzę w ciuszki (może nie leżą jeszcze idealnie) mniejsze, zgrabniejsze i nawet w nich fajnie wyglądam! Mój obraz mnie się zmienia, na taki lepszy.
Aktualnie jednak jestem chora, straciłam zapał do wszystkiego, męczy mnie nawet machanie hantlami. Jechałam ostatnio do pracy, i padłam po kilometrze. Ale jechałam chora. Więc zeszłam z roweru i prowadziłam go. Czułam się z tym okropnie.
Dlatego, skoro ja ćwiczyć nie mogę (najpierw się trochę wykuruję), pomotywuję Was dziewczyny! Damy radę :)

Musiałam ;)
To się odnosi to większości decyzji z mojej przeszłości
Niezła zmiana!
Już wkrótce podsumowanie tego miesiąca, z którego jestem serio dumna (zawsze mógł być lepszy, ale był lepszy od poprzednich!), poza tym mam kilka przemyśleń na temat moich celów, motywacji i zapału.

Miłego dnia, a ja się pakuję do roboty, wieczorem zaś do łóżka się kurować!

piątek, 26 lipca 2013

Motywacyjnie #1

Od czasu do czasu, no dobra - częściej niż od czasu do czasu, potrzebuję pooglądać motywacyjne obrazki. Jakoś tak, energii mi dodają. Uwielbiam przeto włazić na bloga fit and sexy. Kto nie zna, niech poznaje!
Ale o czym mówię? O tym, że mimo iż na blogu jakoś to słabo idzie, moja walka trwa nadal. Ostatnio się załamałam, że waga stoi w miejscu, ale.. centymetrowo i wizualnie jest mnie mniej.
Mam jedną swoją inspirację, która dodaje mi sił, ale.. potrzeba więcej, żeby przegonić lenia.
Dlatego motywuję się. O!

Mam cel! Dążę do niego. Ale przede wszystkim muszę chcieć, tak w środku. Nie mówić "chcę", wierzyć w to, że tego dokonam. Bo mam cel...Realny cel! Jeżeli inni mogą, to ja też, prawda? To siedzi w głowie. Wiem, że potrafię, że tego dokonam...!

P.S - rower wrócił z "naprawy". Muszę go znowu szybko popsuć ;)