Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

Walka o piękne ciało - nowe podejście

 Cześć

A miało być tak pięknie... To miał być mój rok. Dobre sobie. 

Nie dość, że musiałam przerwać studia, nie dość, że straciłam pracę, to jeszcze przez problemy ze zdrowiem i z motywacją dupa urosła jak cholera. 

Sierpień to miesiąc dobry jak każdy inny, by wziąć się w garść, porobić nowe plany i zacząć wszystko od nowa. Rozsądnie i z głową.

Więc ja się biorę w garść, robię plany na ten miesiąc i zaczynam po prostu jeszcze raz. Zarówno walkę o zdrową duszę jak i piękną sylwetkę. 

Wierzę, że się uda. Trzymajcie kciuki!

Karo.


Foto stąd

wtorek, 1 stycznia 2019

Podsumowanie roku 2018 i plany na rok 2019

Witajcie Kochani
Za oknami nadal słychać petardy, w kieliszku schłodzony szampan, obok ukończona książka. Nowy Rok zaczęłam dość ciekawie i na spokojnie.

Jaki był 2018 rok?
Dość intensywny pod względem realizacji życiowych planów. Wszak rzuciłam pracę i zmieniłam miejsce zamieszkania. Postarałam się też o większą liczbę treningów, co wychodziło mi z różnym skutkiem. Ale skoro wiem, że dam radę na innym polu, to w tym roku chcę się skupić na konkretnym realizowaniu marzeń. Bo dzięki temu wiem, że potrafię.

Jaki chcę by był 2019 rok?
Intensywny a jednocześnie spokojniejszy. Stabilniejszy. Chcę się skupić na realizacji planów rozwojowych i podróżniczych. W planach większości wycieczki po Polsce, może krótki wypad do Pragi lub Berlina. Poza tym czas na powrót do szkoły, którą chcę podjąć we wrześniu i skupić się konkretnie na tym temacie. Mam 8 lat, aby osiągnąć zamierzone cele. Noo, niecałe 8 ;)
Poza tym, chcę się skupić na treningach. Z moim H. kupiliśmy ławeczkę, a w planach dodatkowo rowerek stacjonarny. Chcę też zmienić nawyki żywieniowe, na zdrowsze i bardziej urozmaicone. Ciężko będzie przekonać do tego teściową, ale jakoś się to uda, czyż nie? :)
I oczywiście więcej czasu poświęcać na blogowanie. Tyle rzeczy chciałam Wam opowiedzieć.

Kochani, chciałabym też Wam życzyć spełnienia marzeń w tym 2019 roku, szczęścia i powodzenia, pogody ducha, upartości w realizacji celów i planów. Aby ten Nowy Rok był dla nas Wszystkich lepszy od poprzedniego. A już, żeby nie był gorszy. 
Szczęśliwego Nowego Roku!! 

 
 A tymczasem wracam spokojnym krokiem do kolejnej książki. Jeszcze trochę pogrzeszę, zanim zacznę na dobre żyć swoimi planami ;)

niedziela, 4 marca 2018

Przygotowania do wiosny :)

Hej!
Nie wiem jak na Was działa zima, ale mnie totalnie rozleniwia. Nie mam ochoty wychodzić z domu, przez co z moją kondycją jest słabo. Ale jak tylko pojawia się marcowe słoneczko, a temperatura rośnie zaczynam się cieszyć na samą myśl, że za niedługo wsiądę na rower lub wyskoczę gdzieś na dłuższy spacer (tak, bo ja nie jeżdżę zimą). No i... po zimie, to jednak dość zapuszczona kondycyjnie jestem.
Marzec to fajny czas na wiosenne porządki fitnessowe. Mam pewne plany w co chcę zainwestować w tym roku (buty!), co chcę kupić (matę do jogi), co sprawdzić (przegląd rowerowy + łatki i inne pierdoły). Podjęłam kilka decyzji - rzucam palenie i złożyłam wypowiedzenie w pracy. Jest dobrze :) Wracam do jogi, bo moje ciało jest strasznie zastałe, a po zimie to czuję się jak pluszowy niedźwiadek. Trzeba powalczyć o swoją sylwetkę przed latem.
Planuję też całkowicie przetrzepać swoją szafę i wymienić garderobę. Natura chomika - nie chodzę w tym, bo za małe, ale przecież kiedyś się przyda... Tylko czy na bank? Poza tym też chcę zrobić porządki ogólnie w swoich rzeczach, bo możliwe, że w połowie roku podejmę się przeprowadzki do innego miasta. Tego chcę i do tego będą dążyć. I trzymajcie kciukasy by to mi się udało :)
Co do mojego niepalenia - trzymam się. Zaskakująco dobrze mi to idzie. Nie ciągnie mnie, papierosy mi śmierdzą, nie mam ochoty wrócić. Nie przytyłam dużo, na razie ok. 2kg I mam nadzieję, że więcej nie przytyję. Muszę na nowo pobudzić metabolizm, bo po rzucaniu to pozbywam się resztek toksyn. Ahh i jaka to będzie przyjemność wsiąść na rower, gdzie płuca inaczej odczują powietrze. Już się nie mogę doczekać.
Tak więc wiosenne porządki w życiu czas zacząć :)

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie półrocza i postanowienia na kolejne miesiące

Hei!
Pierwszy lipca to doskonały moment, żeby zrobić mały rachunek sumienia i spojrzeć za siebie. W tamtym roku totalnie się zatrzymałam. Ba! Podejrzewam, że zrobiłam nawet wiele kroków wstecz. Jako było w tym?

Początkowo trwałam w jakimś półśnie, marząc i nie mogąc się dobudzić. Ale muszę przyznać, że z dnia na dzień moja determinacja i chęć zmiany całego swojego życia brały górę. Bo tu już nie chodzi tylko o sport i fit-życie. Chodzi o całokształt. Może to też dlatego, że poznałam kogoś, kto przebił się przez większość otaczających mnie murów i po prostu powiedział Kocham Cię, jesteś  Moim Światem. I zaczął mi to pokazywać? Zapomniałam jak wiele znaczy uśmiech. Zapomniałam o tym, ile uroku i piękna ten uśmiech mi daje. Nie spoglądam już na siebie z obrzydzeniem, kiedy patrzę w lustro. Teraz widzę, że jestem fajną, młodą kobietą, która przed sobą ma całe życie. A obok mnie jest M., który wspiera i nie pozwala mi na złe myśli. Dużo jeszcze pracy przede mną, ale teraz mam więcej siły i motywacji.

Jednym z moich postanowień była zmiana pracy, bo w swojej po prostu się mocno wypaliłam. I wiecie co? W ciągu jakichś trzech miesięcy otrzymałam dwa awanse. Aktualnie jestem zastępcą kierownika i w tej roli czuję się dobrze. Więcej obowiązków ale i więcej frajdy. I czuję, że dziewczyny mnie uwielbiają. Przychodzą po wsparcie i siłę. A ja im to daję. Bez problemu! Wcześniej warczałam na cały świat, a teraz? Uśmiech na twarzy i ciągły ruch. Nadal co prawda przyciągam problemy, ale moje postrzeganie ludzi się zmieniło. Czuję, że mogę pokonać każdą przeszkodę.

Moje ciało się zmienia, tak samo jak gust. Nie jestem już nastolatką, więc inaczej muszę o siebie i swoje ciało zadbać. Zarówno od środka, jak i na zewnątrz. I tutaj też widzę zmiany. Zaczynam się dobrze czuć w swoim ciele i chcę je pielęgnować. Jak ciało kobiety. Czyżby to była miłość? ;)

Ogólnie, mimo iż nie mam spektakularnych osiągnięć na polu swojej aktywności fizycznej, zmiany jakie zaszły w moim życiu dały mi niezłego kopa. Powróciłam do hantli i ćwiczeń, zakupiłam karnet na siłownię i mam zamiar zamienić swój rower na pojazd a nie wieszak na ubrania.

Co do kolejnych miesięcy, mam nadzieję, że duch i zapał, jaki we mnie teraz jest pozwoli mi na dalszy rozwój. Przede wszystkim osobisty. Powróciła mi chęć na zwiedzanie i eksplorowanie nowych miejsc. Chcę powrócić do nauki języka fińskiego i wzmocnić swój angielski. Powróciłam do czytania i chcę znowu rozwijać swoją biblioteczkę. Z czasem powrócić do postcrossingu, bo pasja wiecznie żywa. Zakupić wreszcie pojki i wrócić do kręcenia. I po prostu żyć pełną piersią. Z M. przy boku. Dla samej siebie. I dla niego. Bo teraz wiem, że warto.

I trochę zmieni się ten blog. Nie będzie tylko i wyłącznie walką o bycie fit. Bo była to walka z góry skazana na porażkę. Będzie to walka o mnie samą. O zdrowe ciało, piękną figurę i przede wszystkim o szczęśliwą duszę. Bo od tego powinnam zacząć.

Trzymajcie kciuki!

niedziela, 25 września 2016

Hey! Wake up!

Poranna kawa, poranny papieros, piękna i chłodna jesienna pogoda. Mamy prawie październik, a ja ten rok.. po prostu przewegetowałam. Nie powiem, że nie było momentów, tych szczęśliwych momentów, ale wszystkie moje plany i ambicje gdzieś się zgubiły po drodze. Trzeba się wreszcie obudzić i ruszyć do przodu. Zacząć iść z podniesioną głową, zawalczyć o siebie, uśmiechnąć się, powiedzieć "hej, jesteś silną i piękną kobietą!".
Do końca roku nie zdążę, ale kto mi zabroni rozpocząć wszystko we wrześniu? Żeby było 365 dni. Czy to ma jakieś znaczenie? Ważne, że w mojej duszy obudził się głos i krzyknął "hey! wake up!"

Ostatnio stanęłam przed lustrem, rozpuściłam włosy, ubrałam małą czarną. I wiem, kiedy chcę aby ten zestaw był olśniewający, wiem, jak chcę wyglądać w tej sukience i w tych rozpuszczonych włosach, komu się pokazać. Trochę mi brakuje.

Widziałam w jego oczach iskrę, chcę zobaczyć płomień. I do samej siebie w lustrze powiedzieć "podobasz mi się".

Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Trzeba wstać, poprawić koronę i powiedzieć sobie "dzisiaj, dzisiaj jest pierwszy dzień aktualizacji. Już niedługo z najgorszej wersji siebie, będę tą najlepszą."

Tak chcę, tak pragnę.

Po prostu tu wracam.


wtorek, 1 września 2015

Nowe 30-dniowe wyzwanie na ramiona z marką 4F

Mamy już wrzesień, jesień zbliża się dużymi krokami do nas, ale na walkę o smukłe ramiona nigdy nie jest za późno. Tym bardziej, że mam Wam do zaproponowania nowe wyzwanie, stworzone przez Marcelę Kulińską (instruktorkę fitness) oraz sygnowane marką 4F.

O co w tym wszystkim chodzi?


Nowe wyzwanie sygnowane marką 4F polega na wykonywaniu określonych ćwiczeń przez okres 30 dni. Czy to dużo? Jak na początek idealnie, gdyż w ciągu tych 30 dni naprawdę nie będziemy się nudzić. W trakcie miesiąca nie tylko zwiększamy liczbę powtórzeń, ale i stopień zaawansowania ćwiczeń. Rezultat? Smuklejsze i jędrniejsze ramiona oraz nowe ćwiczenia gotowe do wykorzystania podczas zwyczajnych treningów.

Przygotowanie to podstawa

Jak przy każdym planie treningowym najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie i metoda wykonywania ćwiczeń. Nie chodzi o ilość, ale o jakość. Jeśli chcecie podjąć wyzwanie, musicie zaopatrzyć się w ciężarki 1 lub 2 kg, które nie nadwyrężą waszych mięśni, a zadbają o ich wzmocnienie. W trakcie wykonywania ćwiczeń napinajcie mięśnie brzucha – zobaczycie, że ten prosty trick naprawdę wiele zmienia. Kręgosłup powinien być w większości przypadków prosty, nie wolno się garbić ani przechylać nadmiernie do tyłu, chyba że chcecie, aby to było wasze pierwsze i ostatnie wyzwanie..

Rozgrzewka i rozciąganie to must have każdych ćwiczeń, wyzwanie nie jest krótkim przerywnikiem rutyny, ale fajnym sposobem na początek drogi do smukłej i wysportowanej sylwetki.

Ćwiczenia to tylko szczyt góry lodowej

Oczywiście jeśli zależy wam na zdrowiu i smukłości, same ćwiczenia nie wystarczą. Zobaczcie zatem, co jest kluczem do wymarzonych kobiecych ramion.

1)      Różnorodność – ćwiczenia nakierowane na jedną partię mięśni (np. triceps) nie przyniosą rezultatu pod postacią smukłych czy umięśnionych ramion. Ramiona, jak każda część ciała wymagają kompleksowego podejścia. Noszenie zakupów, podnoszenie dziecka czy choćby odkurzanie kształtują inne mięśnie – nie poprzestańcie tylko na wyzwaniu, w codziennych czynnościach tkwi siła!

2)      Bez przyrostu masy – wiele kobiet obawia się przyrostu ramion, zwiększenia ich obwodu i co tu krótko mówiąc, wyglądania jak młody kulturysta na sterydach. W większości zależy nam na zmniejszeniu obwodu ramion i wzmocnieniu mięśni, dlatego należy połączyć ćwiczenia wraz z odpowiednią dietą redukującą wagę. Warto do wyzwania dołożyć treningi nastawione na spalanie kalorii czyli bieganie lub aerobik, które wysmuklą całą sylwetkę. Pamiętajcie o tym, że nie da się chudnąć tylko w jednej partii ciała!

3)      Jędrne ramiona – jeśli natura nie obdarzyła cię smukłymi i jędrnymi ramionami, same ćwiczenia i dieta mogą nie dać spektakularnych efektów. Nie zapomnij o działaniu kosmetyków, masażerów ujędrniających skórę i innych nowoczesnych sposobów na ujędrnianie ramion. Nie musisz od razu budować salonu kosmetycznego, ale peeling od czasu do czasu, czy masaż ramion pod prysznicem mogą zdziałać cuda.


Zestawy:

Dla mnie to wyzwanie wygląda bardzo interesująco i mam zamiar je rozpocząć od dzisiaj. Nowy miesiąc - nowe postanowienia. Kto podejmuje ze mną wyzwanie na ramiona?

Przypominam też o rozdaniu trwającym tylko do 3 września, na moim blogu kosmetycznym. KLIK

http://kobiecacodziennosc.blogspot.com/2015/08/rozdanie-zyj-zdrowo-i-aktywnie-z-anna.html

środa, 1 kwietnia 2015

Plan na kwiecień

Marcowy plan się nie powiódł. Zawodzę przede wszystkim ja i moje podejście. Ale stawianie sobie celów samo w sobie jest dobre. Nawet jeśli nie wszystkie zrealizuję, to przynajmniej próbuję. A potem idzie to w nawyk, bo chce pokonać własne słabości.

Dlatego plan na kwiecień jest taki:
* min. 5kg w dół
* min. 60km przechodzonych
* min. 50km na rowerze przejechanych
* min. 10km przebiegniętych
* min. 15h aktywności fizycznej
* min. 2000 machnięć hantlami
* min. 500 przysiadów
* min. 100 pompek
* min. 500 brzuszków
* odstawienie coli i pepsi
* więcej zdrowego jedzenia - warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów, przewaga białka

Nie mogę dać sobie furtki w stylu "jeśli pozwoli.... to" bo wtedy nic z tego. I trzeba zwalczyć lenistwo. Na już!

wtorek, 31 marca 2015

Podsumowanie marca

Cześć Moi Drodzy :)
Marzec się kończy, czas na podsumowanie planu marcowego. Od razu biję się w pierś - nie wyszło do końca. Wręcz powinnam powiedzieć, tylko niektóre rzeczy udało mi się zrealizować.

Plan na marzec był następujący:
* min. 3kg mniej - niestety, udało mi się zrzucić tylko 1,7kg. Zważywszy na moją walkę z wahaniami wagi nie jest to aż tak zły wynik. Ale mogło być lepiej. Wina mojego nieregularnego jedzenia, podjadania na szybko i braku czasu - mocno do poprawy!
* min. 60km przechodzonych - tutaj mi trochę zabrakło. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, ciągłe deszcze nie zachęcały do spacerów. Ogólnie zrobiłam 56/60km. Jest dobrze.
* min. 1000 machnięć hantlami.- tysiąc przekroczony. Ale uważam, że to jest stanowczo za mało. Nie ćwiczyłam codziennie, a na biuście, wzmocnieniu ramion i barków ostatnio bardzo mi zależy. I chociaż 1140 powtórzeń zrobiłam, to jest to zdecydowanie za mało.
* min. 500 przysiadów zrobionych - przysiady całkowicie odpuściłam. Zrobiłam ich jedynie 110. Stanowczo za mało.
* min. 10h ćwiczeń w miesiącu - No tutaj ogólnie nie jest źle, bo samej aktywności fizycznej w formie różnych ćwiczeń miałam aż 16h. Jest dobrze.
* odstawienie coca coli cherry w pracy (bo tylko w pracy piję gazowane) - poległam. Ograniczyłam, ale poległam. No i pepsi to przecież nie cherry coke. Durnowate myślenie.
* w połowie marca (jak pogoda pozwoli, a wierzę, że pozwoli) rozpocząć sezon rowerowy - min. 50km na rowerze - ani kilometra. Rower jak stał, tak stał i się kurzy. Nie ma znaczenia to, że kiedy było piękne, cieplutkie słoneczko a pogoda w sam raz to siedziałam w pracy.
* przełamać barierę i zacząć biegać (najpierw marszobiegi, potem próby biegania) - podjęłam pierwszą próbę. I myślę, że będę podejmować te próby coraz częściej.

Ogólnie marzec był złym miesiącem. Ciągła praca, wieczne zmęczenie, dziwne zmiany, deszcz i zimno. Nie mam osiągnięć takich, jak sobie zaplanowałam, a były to jasne plany. Po drugie, nie mogę powiedzieć, że mi się chciało - wręcz przeciwnie. Czasami wolałam siąść na pupie, obejrzeć film i mieć gdzieś, że mogłabym wyjść na rower. A mogłabym. Fizyczne zmęczenie nie jest takie złe.

Dobra, trzeba szykować plan na kwiecień. Tym razem się uda!

środa, 28 stycznia 2015

Postanowienia na luty.

Żeby moje postanowienia nabrały sensu i się udały, nie mogą być realizowane wszystkie na raz, bo wtedy nie wytrzymuję i rezygnuję. Metoda małych kroczków w niektórych przypadkach bardziej się przydaje. Dlatego szykuję plan na luty.
Przede wszystkim chcę zrezygnować z słodzonych napoi gazowanych oraz soków (które i tak rzadko piję), a także powoli rezygnować z kawy rozpuszczalnej (nie dość, że cukier, to wpływa paskudnie na cellulit, a feee....)
Kolejną rzeczą jest przerzucenie się na cukier trzcinowy, a potem całkowita rezygnacja z cukru (i tak używam tylko do kawy)
Następnie rezygnacja ze słonych przekąsek (baj baj czipsy paprykowe) na rzecz zdrowszych orzechów.

Poza tym w lutym, jak się utrzyma taka pogoda, powoli zacznę się szykować do sezonu rowerowego. No i wreszcie trzeba kupić cięższe hantle!

Czuję, że to będzie dobry rok :)


niedziela, 26 października 2014

Kolejny cel osiągnięty! Ponad 250km!

Nie będę ukrywać, że ostatnio zaniedbuję bloga. Ogrom pracy, przygotowania do urodzin mojego sklepu idą pełną parą, mnóstwo latania i pilnowania rzeczy. I właśnie dzięki temu, że tak dużo w pracy biegam, chodzę kilometrów narobiłam.

A skoro kilometrów nabiłam to zrealizowałam swój cel na ten rok! I dopiero teraz to zauważyłam. Czyli hip hip hurra - ponad 250km przechodzonych! A do końca roku jeszcze trochę. Ogólnie październik pod tym względem jest rewelacyjny. Niestety - tylko pod względem aktywności fizycznej i chodzenia. Inne rzeczy zaniedbałam. No, ale dzisiaj się cieszę!
Kiedy zakładałam sobie ten cel, właściwie w siebie nie wierzyłam. Myślałam, że 250km to dla mnie za dużo. Jak się okazuje, pod koniec października stuknie mi właściwie 300km przechodzonych.
Jestem z siebie dumna! Muszę tylko w siebie wierzyć i robić swoje.

Miłej niedzieli!
K.

poniedziałek, 5 maja 2014

Kwietniowa porażka, majowe nadzieje

Kwiecień to dla mnie udręka, zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Zaniedbałam nie tylko bloga, ale i swoją aktywność. Może jednak uznać, że nareszcie wiem co mi jest.
Wszystko zaczęło się od pewnego momentu, w którym zauważyłam że puchnę. Nie tyle że tyłam, co byłam opuchnięta i rozszerzona. Ale to była nowa praca, jedzenie w biegu, waga podskoczyła do góry, no i zima. Ale przyszedł marzec, a po nim kwiecień a sytuacja była coraz gorsza. Potem śmierć babci, pogrzeb, stresy większe w pracy no i się zaczęło. Moja opuchlizna nie tylko się powiększyła, ale i mnie wybrzuszyła w okolicach żeber. Zaczęło boleć, zwijałam się z bólu, udałam się do lekarza. Tego samego dnia wylądowałam w szpitalu. Badania, jeszcze raz badania i więcej badań. W szpitalu zamiast porobić mi ważne badania,dali ketonalu i przeciwzapalne tabletki - wyszłam powiedzmy, że o własnych siłach. Potem prawie dwa tygodnie L4 i leczenie na różne rzeczy. Dopiero pod koniec i kolejnych badaniach, okazało się, że chociaż jest źle, to wszystko przez stres. Mam nadwrażliwe jelita, które pod wpływem stresu anormalnie się kurczą. Przez to zapalenie, przez to powiększenie i przez to wypychanie na zewnątrz. Nakaz: tabletki, spokój i brak aktywności przez długi czas. Dlatego wyszło jak wyszło - zero roweru, kilka spacerów, trochę ciężarków. Co próbowałam poćwiczyć (nawet jogę w domu) od razu ból i zwiększenie mojego wybrzuszenia. Odpuściłam. Czekałam do maja. Jest dobrze. Tabletki pomagają, opuchlizna się zmniejsza, pomierzyłam się, zaczynam wracać do normalności. Bo mi ten brak ruchu, ćwiczeń i moja fizyczność bardzo przeszkadzają.

Zaliczyłam już wspinaczkę pod Górę Ślężę. Właściwie bez przygotowania, znajomości terenu i szlaku - co było nieodpowiednie z mojej (naszej) strony, ale satysfakcja ogromna! Że mimo bólu, mimo choroby, mimo braku przygotowania ten 10km spacerek nam się udał. Było trudno, ale cóż to jest? Bywały i inne, przyjemniejsze i trudniejsze trasy bądź szlaki. Ale jestem z siebie dumna.
Poza tym inne, krótsze bądź dłuższe spacery czy aktywność fizyczna i maj zaczyna się w moich oczach dobrze.



A teraz powrót do normalności. Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pierwszy cel zrealizowany! Jestem z siebie dumna!

Padam, ogólnie padam na twarz. Ale dzisiaj wpisując w runlogu swoje km, zobaczyłam, że.. zrealizowałam swój pierwszy cel!
Moim wyznaczonym celem na ten rok było 200km rowerem. Wyznaczając go, nie miałam swojego roweru, więc był trudny do osiągnięcia. Ale dzisiaj, udało się. Właśnie dzisiaj go zrealizowałam!

Powróciłam znad zalewu, mokra, szczęśliwa, brudna. Zaliczyłam też rowerek wodny. I jestem też dumna z innej rzeczy, moje osiedle jest na górce, więc ciągle wszędzie mam pod górę. Ostatnio jak jechałam nad zalew, to wysiadałam przy każdej większej górce, podjeździe, nie mówiąc o kamienistych drogach. A dzisiaj? Dzisiaj po prostu pędziłam jak szatan. Dopiero w drodze powrotnej wpakowałam się na niefajną ścieżkę, bardzo kamienistą, wyboistą i ciężko mi się jechało. Ale już nie ma tak, ze schodzę z roweru i go prowadzę kilometrami. Teraz, po prostu jadę. Jest coraz lepiej, po prostu - jest coraz lepiej!