Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany i inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plany i inspiracje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

Walka o piękne ciało - nowe podejście

 Cześć

A miało być tak pięknie... To miał być mój rok. Dobre sobie. 

Nie dość, że musiałam przerwać studia, nie dość, że straciłam pracę, to jeszcze przez problemy ze zdrowiem i z motywacją dupa urosła jak cholera. 

Sierpień to miesiąc dobry jak każdy inny, by wziąć się w garść, porobić nowe plany i zacząć wszystko od nowa. Rozsądnie i z głową.

Więc ja się biorę w garść, robię plany na ten miesiąc i zaczynam po prostu jeszcze raz. Zarówno walkę o zdrową duszę jak i piękną sylwetkę. 

Wierzę, że się uda. Trzymajcie kciuki!

Karo.


Foto stąd

wtorek, 1 stycznia 2019

Podsumowanie roku 2018 i plany na rok 2019

Witajcie Kochani
Za oknami nadal słychać petardy, w kieliszku schłodzony szampan, obok ukończona książka. Nowy Rok zaczęłam dość ciekawie i na spokojnie.

Jaki był 2018 rok?
Dość intensywny pod względem realizacji życiowych planów. Wszak rzuciłam pracę i zmieniłam miejsce zamieszkania. Postarałam się też o większą liczbę treningów, co wychodziło mi z różnym skutkiem. Ale skoro wiem, że dam radę na innym polu, to w tym roku chcę się skupić na konkretnym realizowaniu marzeń. Bo dzięki temu wiem, że potrafię.

Jaki chcę by był 2019 rok?
Intensywny a jednocześnie spokojniejszy. Stabilniejszy. Chcę się skupić na realizacji planów rozwojowych i podróżniczych. W planach większości wycieczki po Polsce, może krótki wypad do Pragi lub Berlina. Poza tym czas na powrót do szkoły, którą chcę podjąć we wrześniu i skupić się konkretnie na tym temacie. Mam 8 lat, aby osiągnąć zamierzone cele. Noo, niecałe 8 ;)
Poza tym, chcę się skupić na treningach. Z moim H. kupiliśmy ławeczkę, a w planach dodatkowo rowerek stacjonarny. Chcę też zmienić nawyki żywieniowe, na zdrowsze i bardziej urozmaicone. Ciężko będzie przekonać do tego teściową, ale jakoś się to uda, czyż nie? :)
I oczywiście więcej czasu poświęcać na blogowanie. Tyle rzeczy chciałam Wam opowiedzieć.

Kochani, chciałabym też Wam życzyć spełnienia marzeń w tym 2019 roku, szczęścia i powodzenia, pogody ducha, upartości w realizacji celów i planów. Aby ten Nowy Rok był dla nas Wszystkich lepszy od poprzedniego. A już, żeby nie był gorszy. 
Szczęśliwego Nowego Roku!! 

 
 A tymczasem wracam spokojnym krokiem do kolejnej książki. Jeszcze trochę pogrzeszę, zanim zacznę na dobre żyć swoimi planami ;)

wtorek, 3 kwietnia 2018

To już kwiecień! Podsumowanie kwartału i plany na kolejne miesiące

Ahhh, wiosna!
Za oknem słońce, Gordon się wyleguje na parapecie, ja już aż tak nie marznę i od stycznia co jakiś czas spędzam swoje wolne w maleńkiej wsi pod Bydgoszczą <3 Jak tam pięknie :) To Mój Mały Raj. Odnajduje tam spokój i czuję się wolna.

Taki widok mam z okien, kiedy tylko się obudzę i wygramolę z ukochanych męskich ramion. Bo że i mężczyzna jest w moim życiu to... cicho sza ;)
Co do noworocznych postanowień - okazało się, że jak nie robię żadnych to jest lepiej. Z niepaleniem idzie mi super, aż sama jestem zdziwiona :) To już 75 dni i wg aplikacji zaoszczędziłam 792,24zł - ładna sumka. Szkoda, że jest nieodczuwalna ;)

Co do ćwiczeń to się rozkręcam. Oprócz codziennych marszów, szykuję się do jazdy na rowerze. Nie wiem, mam wrażenie, że się czegoś boję, ale strach towarzyszy mi od dawna. W marcu ruszyłam też na jogę, jak na razie muszę sobie wiele przypomnieć, ale początki są świetne!

Co do mojej pracy - już mi mijają dni na wypowiedzeniu. Powoli muszę myśleć co dalej i jakie podjąć decyzje. Ale.. daję sobie czas do maja, w maju będę już musiała konkretnie wiedzieć co i jak. Najprędzej przeważy kierunek Bydgoszcz :)

Książkowo idzie super! 16 pozycji jak na tę chwilę. Przewaga kryminałów, ale lekkie romanse też się znajdą ;)

Co do kolejnych miesięcy - marsze, rower, czekam na odpowiedź na zapytanie z pewnej siłowni, joga i kontemplacja przyrody. Czuję powera i nadchodzącą wiosnę! :)
A Gordonowi jak widzicie nic się nie chce :) Ostatnio tak sypia. Albo rozwalony na łóżku, a ja się muszę tulić do ściany :) Ale jest dobrze, czuję to!

czwartek, 4 stycznia 2018

Rachunek sumienia za rok 2017 i mocne postanowienie poprawy w roku 2018

Cześć.
Znacie tytułowe zdanie? Zmieniają się daty, czasami i tego nie ma. Rok w rok. Co jest ostatnio ze mną nie tak? Albo mam źle ułożone 'postanowienia' albo były z dupy, za przeproszeniem, albo ze mną jest coś zdrowo nie tak. Brak chęci? Motywacji? Brak konkretnego celu? Nie wiem. Jeszcze kilka lat temu, potrafiłam na spokojnie, ale dość uparcie brnąć do wyznaczonego celu. Wczoraj otworzyłam swój notes z postanowieniami na miniony rok i.... ile ja miałam planów! Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że najwyżej 2 na ok. 15 dość luźno skonstruowanych postanowień mi się udało, a trzecie połowicznie. Właśnie.. luźno skonstruowane. To jest chyba to.
Sądziłam, że jak sobie postanowię "więcej podróżować" to jakoś to będzie. No fakt - było. Ruszałam z domu częściej. Tylko nie o to mi chodziło, ale wyszło jak wyszło.
Czy jestem zadowolona z roku 2017?
I tak i nie. To, że się skończył - tak. Czy to jaki był? Masakra, w 90% jest tylko i wyłącznie moją winą za to, że było jak było.
Czasami było fajnie, w większości popełniłam za dużo błędów by mówić o tym, że jestem jakoś mega zadowolona z tego co było. To jest złe. To jest wręcz smutne. Ale nie będę zaczynać Nowego Roku ze smutkiem. Bo samo zakończenie miałam dość przyjemne. Grudzień był dla mnie dość pracowity (2,5 etatu ;)), Sylwester spędzony w towarzystwie ważnej dla mnie osoby. Pierwsze kilka dni też były całkiem przyjemne, by po prostu usiąść i.. powrócić na łono blogerskiego świata. Taki jest plan ;) W głowie roi mi się od planów i postanowień. Tylko muszę usiąść i sobie wszystko rozpisać. Na czym mi tak konkretnie zależy, jak chcę do tego dojść, co muszę ze sobą zrobić, jak chcę to osiągnąć.
Nie wystarczy mi już napisanie "chcę schudnąć", muszę sprecyzować - "chcę schudnąć tyle i tyle, w takim i takim czasie, w taki a taki sposób". Nie wystarczy mi już postanowienie "chcę podróżować" tylko "chcę wyjechać tu i tu, w takim a takim okresie, a muszę zrobić to i to, aby tego dokonać". Poza tym, to chyba też ma wpływ, że postanowiłam kilka rzeczy na raz, wzajemnie się wykluczających. To był błąd, którego nie chcę w tym roku popełnić.

Dlatego Moi Drodzy Czytelnicy, w tym Nowym Roku 2018, życzę Wam wszystkiego co najlepsze, mniej wyboistych dróg, solidnych postaw, siły i wytrwałości w dążeniu do celu, a także wszelkiej pomyślności, uśmiechu i miłości. 
Miłego dnia! :)
K.

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Wege siła. Dieta roślinna dla sportowców i miłośników aktywnego trybu życia" Brendan Brazier [recenzja]

Opalamy się (:
Od dłuższego czasu zastanawiałam się co jest w moim organizmem nie tak. Co ja robię źle. Wsłuchiwałam się w moje ciało, ale ono nie chciało mi powiedzieć co mu dolega. Aż wreszcie sięgnęłam po tę książkę. I wreszcie wiem - to stres!
Ale zacznijmy od początku...

Brendan Brazier to znany amerykański kulturysta, triatlonista oraz dwukrotny zwycięzca ultramaratonu na dystansie 50km. Jest też autorem nowej filozofii sportowej, a także kilku książek m.in. "Thrive" oraz posiadanej przeze mnie "Wege siły". Takiej osobie mogłam ze spokojem zaufać i poznać jego wartości i cenne wskazówki.
Nie ukrywam, że odpowiednia dieta dla mnie to nie tylko ta, po której można schudnąć, ale przede wszystkim taka, która zmieni postrzeganie ciała oraz całego procesu żywienia. Z której mogę wyciągnąć to, co najlepsze i najkorzystniejsze dla mnie.
Nie ukrywam, iż nie jestem weganką. I nie stanę się nią na 100%. I wiecie co? Nie muszę! Ale dzięki tej książce, poznałam wiele wskazówek (które już na sobie przetestowałam) i rad, które wcielę w życie.

"Wege siła" to książka stworzona dla sportowców, przez sportowca i z myślą o zdrowym odżywianiu się. Podzielona jest na 7 rozdziałów, w których znajdziemy obszerne informacje, cenne wskazówki i mnóstwo przepisów. Widać, że jest pisana z niezwykłą pasją i ogromną wiedzą. Nie obiecuje nam szyszek na wierzbie i gruszek na Giewoncie, ale krok po kroku pokazuje nam co jak działa, dlaczego tak działa i co można z tym zrobić. To jak instrukcja obsługi, z którą warto zapoznać się przed użyciem. Dla mnie najcenniejszy jest rozdział pierwszy, w którym znalazłam rozwiązanie mojego problemu, a właściwie wskazówkę dotyczącą rozwiązania. To stres. Nie taki zwykły stres, tylko stres żywieniowy (uwierzcie mi, że poruszę obszerniej ten temat na łamach bloga). Do tej pory nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje. A istnieje, i podejrzewam, że większość z Was go doświadcza.
Drugi rozdział to wyjaśnienie, czym tak naprawdę jest dieta wege i na czym ona polega. Znajdziemy tutaj między innymi informację o alergiach żywieniowych, nawodnieniu, oraz które pokarmy pomagają w utrzymaniu odpowiedniego pH naszego organizmu. Rozdział trzeci poświęcony jest trosce o środowisko, czyli ile enrgii zużywamy na produkcję pożywienia i czy mamy na to jakiś wpływ? Z kolei w czwartym rozdziale odnajdziemy informację już stricte sportowe - jakie są najważniejsze substancje odżywcze dla sportowca, na co należy zwrócić uwagę, jak dostosować posiłek do treningów. Przydatna rzecz, z której z pewnością skorzystam.

Czyż brokułek nie jest uroczy?

Piąty rozdział, to zbiór informacji na temat podstawowych pokarmów na diecie wege, oraz konkretnych grup - warzyw, owoców, nasion, olei, czy zbóż. W rozdziale szóstym znajdziemy plan posiłków  na diecie, listę zakupów, sprzętów oraz propozycję posiłków.
I wreszcie w rozdziale siódmym odnajdziemy przepisy, wprowadzenie do posiłków, oraz cenne wskazówki i rady dotyczące przygotowania pokarmów.
Dodatkowo w książce zamieszczony jest słowniczek pojęć, który jest dość pomocny (wyjaśnienie pewnych zjawisk, chorób) i przede wszystkim ciekawy.

Książka napisana jest lekko, chociaż nie jestem do końca przekonana czy słowo 'książka' jest odpowiednie. Czytelnik znajdzie tutaj mnóstwo cennych informacji, doświadczenie autora, i pomocną dłoń, jeśli chce rady wprowadzić do swojego życia. W tej książce nie ma nacisku "musisz to zrobić". Jest stopniowe zachęcanie do zmiany stylu żywienia. Już jeden posiłek typowo wegański może nam pomóc, a przepisy na pyszne, pożywne smoothie czy batony energetyczne aż zachęcają do treningów. To nie jest dieta odchudzająca, chociaż spadek wagi jest naturalnym procesem (swoją drogą, można tutaj także znaleźć informacje, co może być przyczyną tego, że nie chudniemy i jak temu ewentualnie zaradzić), to bardziej instrukcja, jak wzmocnić organizm, aby poprawić swoje wyniki. Zarówno te w sporcie, jak i w życiu codziennym.
Nie mogę nie wspomnieć o uroczym brokule, który towarzyszy nam na początku każdego rozdziału i dość konkretnym podsumowaniu wiedzy. Książka ma miękką oprawę, jest klejona, wydanie mi się bardzo podoba. Dla mnie jest poręczna. Od dwóch tygodni wędruje ze mną w torebce, znalazła sobie tam miejsce i czasami zapominam, że ją mam.

Co ja w niej znalazłam? Jak wspominałam na początku, znalazłam wyjaśnienie i ogółem cenne informacje na temat stresu. Przyznam, że ten rozdział chłonęłam jak gąbka. Wykorzystałam rady, które autor zamieścił, wprowadziłam kilka typowo wegańskich dań, inne szykuję bardziej pod kątem treningów i zaczynam dostrzegać poprawę wyników. Przede wszystkim jestem pełna energii a jednocześnie spokojniejsza. Kojarzę fakty, słucham swojego ciała. A porcja sałaty przestała być dla mnie koniecznością. Cieszę się, że ją mam, bo jak mówię, 100% weganką nie zostanę, ale wpływ jaki mogą mieć warzywa na mój organizm to jednak dla mnie argument. Uważniej też wybieram produkty, i muszę się Wam przyznać że znacznie oszczędzam czas na zjedzenie czegoś pożywniejszego i zdrowszego niż do tej pory.

Na koniec wrzucam fotę z mojego ostatniego spaceru nad Odrą (kliknięcie powiększa)


Ze swojej strony chciałabym jeszcze podziękować firmie Booksenso, dzięki której mogłam przeczytać tę pozycję. Dziękuję.

sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie półrocza i postanowienia na kolejne miesiące

Hei!
Pierwszy lipca to doskonały moment, żeby zrobić mały rachunek sumienia i spojrzeć za siebie. W tamtym roku totalnie się zatrzymałam. Ba! Podejrzewam, że zrobiłam nawet wiele kroków wstecz. Jako było w tym?

Początkowo trwałam w jakimś półśnie, marząc i nie mogąc się dobudzić. Ale muszę przyznać, że z dnia na dzień moja determinacja i chęć zmiany całego swojego życia brały górę. Bo tu już nie chodzi tylko o sport i fit-życie. Chodzi o całokształt. Może to też dlatego, że poznałam kogoś, kto przebił się przez większość otaczających mnie murów i po prostu powiedział Kocham Cię, jesteś  Moim Światem. I zaczął mi to pokazywać? Zapomniałam jak wiele znaczy uśmiech. Zapomniałam o tym, ile uroku i piękna ten uśmiech mi daje. Nie spoglądam już na siebie z obrzydzeniem, kiedy patrzę w lustro. Teraz widzę, że jestem fajną, młodą kobietą, która przed sobą ma całe życie. A obok mnie jest M., który wspiera i nie pozwala mi na złe myśli. Dużo jeszcze pracy przede mną, ale teraz mam więcej siły i motywacji.

Jednym z moich postanowień była zmiana pracy, bo w swojej po prostu się mocno wypaliłam. I wiecie co? W ciągu jakichś trzech miesięcy otrzymałam dwa awanse. Aktualnie jestem zastępcą kierownika i w tej roli czuję się dobrze. Więcej obowiązków ale i więcej frajdy. I czuję, że dziewczyny mnie uwielbiają. Przychodzą po wsparcie i siłę. A ja im to daję. Bez problemu! Wcześniej warczałam na cały świat, a teraz? Uśmiech na twarzy i ciągły ruch. Nadal co prawda przyciągam problemy, ale moje postrzeganie ludzi się zmieniło. Czuję, że mogę pokonać każdą przeszkodę.

Moje ciało się zmienia, tak samo jak gust. Nie jestem już nastolatką, więc inaczej muszę o siebie i swoje ciało zadbać. Zarówno od środka, jak i na zewnątrz. I tutaj też widzę zmiany. Zaczynam się dobrze czuć w swoim ciele i chcę je pielęgnować. Jak ciało kobiety. Czyżby to była miłość? ;)

Ogólnie, mimo iż nie mam spektakularnych osiągnięć na polu swojej aktywności fizycznej, zmiany jakie zaszły w moim życiu dały mi niezłego kopa. Powróciłam do hantli i ćwiczeń, zakupiłam karnet na siłownię i mam zamiar zamienić swój rower na pojazd a nie wieszak na ubrania.

Co do kolejnych miesięcy, mam nadzieję, że duch i zapał, jaki we mnie teraz jest pozwoli mi na dalszy rozwój. Przede wszystkim osobisty. Powróciła mi chęć na zwiedzanie i eksplorowanie nowych miejsc. Chcę powrócić do nauki języka fińskiego i wzmocnić swój angielski. Powróciłam do czytania i chcę znowu rozwijać swoją biblioteczkę. Z czasem powrócić do postcrossingu, bo pasja wiecznie żywa. Zakupić wreszcie pojki i wrócić do kręcenia. I po prostu żyć pełną piersią. Z M. przy boku. Dla samej siebie. I dla niego. Bo teraz wiem, że warto.

I trochę zmieni się ten blog. Nie będzie tylko i wyłącznie walką o bycie fit. Bo była to walka z góry skazana na porażkę. Będzie to walka o mnie samą. O zdrowe ciało, piękną figurę i przede wszystkim o szczęśliwą duszę. Bo od tego powinnam zacząć.

Trzymajcie kciuki!

wtorek, 10 stycznia 2017

2017 z przytupem czas zacząć!

Dzień dobry!
A właściwie dobry wieczór, chociaż kto to wie, o której to czytacie? Tak czy siak - chciałabym Was przywitać w tym Nowym bo nowym Roku 2017.
Czas go zacząć z przytupem, z mocnym poprawieniem poprawy (zresztą ruszenie tyłka to już jest o jeden krok więcej niż w poprzednim roku) i skończyć pierdolić, że jest źle.
Bo rok 2016 to moja osobista niepodważalna porażka - właściwie we wszystkim co się dało. Począwszy od mieszkania, przez pracę, zdrowie a skończywszy na życiu prywatnym. Wszystko poszło się brzydko mówiąc jebać, a to co osiągnęłam - runęło. Jestem winna prawie wszystkiemu - no cóż, błędów w tym roku nie zamierzać powielać (pewnie narobię innych). Przychodzę po mocnego kopniaka w tył pleców, tak, żeby mi bokiem wyszły wszystkie "bo mi się nie chce".
Oj chce - chce i to bardzo, bo mam sobie pewne rzeczy do udowodnienia.
I do zrobienia.
W głowie już plan działania się ułożył, na kartce został spisany, teraz tylko wcielić go w życie. Ruszam wielotorowo, ale w zgodzie ze wszystkim, a nie chaotycznie, jak do tej pory - że to i tamto, a to były dwie wykluczające się rzeczy - ergo nie wyszło.

Czas start. Bo chcę!

środa, 12 października 2016

Plany i inspiracje: Pole Dance

Witajcie.
Ostatnio przeglądając fejsbunia w czasie pracy natknęłam się na zapisy do jednej ze szkół pole dance we Wrocławiu. Oferta ciekawa, zajęcia w miarę moich możliwości dobrze poukładane. No kusi niesamowicie, bo o pole dance myślę już od bardzo, bardzo dawna. Niestety jeden potężny argument nie pozwolił mi na zapisy w podskokach, ale za to zmusił do kombinowania, by od nowego roku zapisać się na ten kurs.
Bo czym jest pole dance? Zwany tańcem na rurze, jest połączeniem tańca, sportu i swego rodzaju sztuki. Kojarzony ze striptizerkami w klubach nocnych, aktualnie jest dość popularną formą ćwiczeń fitness, baletu i gimnastyki. Dla mnie to pewna magia, która pozwala wyzwolić ze swojego ciała pokłady elastyczności, zmysłowości, siły i delikatności zarazem. Nie powiem, uwielbiam siedzieć i patrzeć na YT na zawodniczki pole dance na różnych konkursach. Zresztą.. same zobaczcie:

Moja faworytka:




Magia, prawda? Dwa ostatnie filmiki można przerzucić do samych występów na zawodach. A ja serio - od przyszłego roku mam zamiar zabrać się na poważnie za tę dyscyplinę.

A Wy? Co o tym myślicie?