Ahhh, wiosna!
Za oknem słońce, Gordon się wyleguje na parapecie, ja już aż tak nie marznę i od stycznia co jakiś czas spędzam swoje wolne w maleńkiej wsi pod Bydgoszczą <3 Jak tam pięknie :) To Mój Mały Raj. Odnajduje tam spokój i czuję się wolna.
Taki widok mam z okien, kiedy tylko się obudzę i wygramolę z ukochanych męskich ramion. Bo że i mężczyzna jest w moim życiu to... cicho sza ;)
Co do noworocznych postanowień - okazało się, że jak nie robię żadnych to jest lepiej. Z niepaleniem idzie mi super, aż sama jestem zdziwiona :) To już 75 dni i wg aplikacji zaoszczędziłam 792,24zł - ładna sumka. Szkoda, że jest nieodczuwalna ;)
Co do ćwiczeń to się rozkręcam. Oprócz codziennych marszów, szykuję się do jazdy na rowerze. Nie wiem, mam wrażenie, że się czegoś boję, ale strach towarzyszy mi od dawna. W marcu ruszyłam też na jogę, jak na razie muszę sobie wiele przypomnieć, ale początki są świetne!
Co do mojej pracy - już mi mijają dni na wypowiedzeniu. Powoli muszę myśleć co dalej i jakie podjąć decyzje. Ale.. daję sobie czas do maja, w maju będę już musiała konkretnie wiedzieć co i jak. Najprędzej przeważy kierunek Bydgoszcz :)
Książkowo idzie super! 16 pozycji jak na tę chwilę. Przewaga kryminałów, ale lekkie romanse też się znajdą ;)
Co do kolejnych miesięcy - marsze, rower, czekam na odpowiedź na zapytanie z pewnej siłowni, joga i kontemplacja przyrody. Czuję powera i nadchodzącą wiosnę! :)
A Gordonowi jak widzicie nic się nie chce :) Ostatnio tak sypia. Albo rozwalony na łóżku, a ja się muszę tulić do ściany :) Ale jest dobrze, czuję to!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 kwietnia 2018
czwartek, 18 czerwca 2015
Na półmetku...
Koniec lipca już niedługo, a ja nadal nie zabrałam się ostro do roboty. Co prawda, ładnie mi spada waga (chociaż powoli), bo zakładałam więcej, ale potknięć po drodze też miałam kilka.
Z ćwiczeniami idzie źle, ale to już moje zmęczenie po pracy, natomiast miesięczna akcja w pracy dobiegła końca i teraz mogę zająć się tym, czym powinnam
Dobra, co zakładałam, a co się udało na dzień 18.06?
10 kg w dół - na razie jest tylko 3kg (i to też z wahaniami)
6000 powtórzeń hantlami - jest tylko 1965
1000 przysiadów - tylko 120 (porażka)
1000 brzuszków - największa porażka, tylko 50
750 pompek - tylko 50
Naprawić rower (ale czekam na zwrot podatku) - rower naprawiony przed zwrotem i zobaczymy na jak długo, ale jeździ :)
Bieganie! - ani kilometra
50h aktywności fizycznej różnej (przede wszystkim fitness) - areobiku miałam jakieś 3h.
Jak widać porażka na całej linii, a przecież mi zależy. To co jest ze mną nie tak? Przecież jak się nie wezmę za siebie to.... to się nie uda! Jestem bardzo zła na samą siebie. Jest mi najzwyczajniej wstyd za samą siebie.
Z ćwiczeniami idzie źle, ale to już moje zmęczenie po pracy, natomiast miesięczna akcja w pracy dobiegła końca i teraz mogę zająć się tym, czym powinnam
Dobra, co zakładałam, a co się udało na dzień 18.06?
10 kg w dół - na razie jest tylko 3kg (i to też z wahaniami)
6000 powtórzeń hantlami - jest tylko 1965
1000 przysiadów - tylko 120 (porażka)
1000 brzuszków - największa porażka, tylko 50
750 pompek - tylko 50
Naprawić rower (ale czekam na zwrot podatku) - rower naprawiony przed zwrotem i zobaczymy na jak długo, ale jeździ :)
Bieganie! - ani kilometra
50h aktywności fizycznej różnej (przede wszystkim fitness) - areobiku miałam jakieś 3h.
Jak widać porażka na całej linii, a przecież mi zależy. To co jest ze mną nie tak? Przecież jak się nie wezmę za siebie to.... to się nie uda! Jestem bardzo zła na samą siebie. Jest mi najzwyczajniej wstyd za samą siebie.
wtorek, 31 marca 2015
Podsumowanie marca
Cześć Moi Drodzy :)
Marzec się kończy, czas na podsumowanie planu marcowego. Od razu biję się w pierś - nie wyszło do końca. Wręcz powinnam powiedzieć, tylko niektóre rzeczy udało mi się zrealizować.
Plan na marzec był następujący:
* min. 3kg mniej - niestety, udało mi się zrzucić tylko 1,7kg. Zważywszy na moją walkę z wahaniami wagi nie jest to aż tak zły wynik. Ale mogło być lepiej. Wina mojego nieregularnego jedzenia, podjadania na szybko i braku czasu - mocno do poprawy!
* min. 60km przechodzonych - tutaj mi trochę zabrakło. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, ciągłe deszcze nie zachęcały do spacerów. Ogólnie zrobiłam 56/60km. Jest dobrze.
* min. 1000 machnięć hantlami.- tysiąc przekroczony. Ale uważam, że to jest stanowczo za mało. Nie ćwiczyłam codziennie, a na biuście, wzmocnieniu ramion i barków ostatnio bardzo mi zależy. I chociaż 1140 powtórzeń zrobiłam, to jest to zdecydowanie za mało.
* min. 500 przysiadów zrobionych - przysiady całkowicie odpuściłam. Zrobiłam ich jedynie 110. Stanowczo za mało.
* min. 10h ćwiczeń w miesiącu - No tutaj ogólnie nie jest źle, bo samej aktywności fizycznej w formie różnych ćwiczeń miałam aż 16h. Jest dobrze.
* odstawienie coca coli cherry w pracy (bo tylko w pracy piję gazowane) - poległam. Ograniczyłam, ale poległam. No i pepsi to przecież nie cherry coke. Durnowate myślenie.
* w połowie marca (jak pogoda pozwoli, a wierzę, że pozwoli) rozpocząć sezon rowerowy - min. 50km na rowerze - ani kilometra. Rower jak stał, tak stał i się kurzy. Nie ma znaczenia to, że kiedy było piękne, cieplutkie słoneczko a pogoda w sam raz to siedziałam w pracy.
* przełamać barierę i zacząć biegać (najpierw marszobiegi, potem próby biegania) - podjęłam pierwszą próbę. I myślę, że będę podejmować te próby coraz częściej.
Ogólnie marzec był złym miesiącem. Ciągła praca, wieczne zmęczenie, dziwne zmiany, deszcz i zimno. Nie mam osiągnięć takich, jak sobie zaplanowałam, a były to jasne plany. Po drugie, nie mogę powiedzieć, że mi się chciało - wręcz przeciwnie. Czasami wolałam siąść na pupie, obejrzeć film i mieć gdzieś, że mogłabym wyjść na rower. A mogłabym. Fizyczne zmęczenie nie jest takie złe.
Dobra, trzeba szykować plan na kwiecień. Tym razem się uda!
Marzec się kończy, czas na podsumowanie planu marcowego. Od razu biję się w pierś - nie wyszło do końca. Wręcz powinnam powiedzieć, tylko niektóre rzeczy udało mi się zrealizować.
Plan na marzec był następujący:
* min. 3kg mniej - niestety, udało mi się zrzucić tylko 1,7kg. Zważywszy na moją walkę z wahaniami wagi nie jest to aż tak zły wynik. Ale mogło być lepiej. Wina mojego nieregularnego jedzenia, podjadania na szybko i braku czasu - mocno do poprawy!
* min. 60km przechodzonych - tutaj mi trochę zabrakło. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszczała, ciągłe deszcze nie zachęcały do spacerów. Ogólnie zrobiłam 56/60km. Jest dobrze.
* min. 1000 machnięć hantlami.- tysiąc przekroczony. Ale uważam, że to jest stanowczo za mało. Nie ćwiczyłam codziennie, a na biuście, wzmocnieniu ramion i barków ostatnio bardzo mi zależy. I chociaż 1140 powtórzeń zrobiłam, to jest to zdecydowanie za mało.
* min. 500 przysiadów zrobionych - przysiady całkowicie odpuściłam. Zrobiłam ich jedynie 110. Stanowczo za mało.
* min. 10h ćwiczeń w miesiącu - No tutaj ogólnie nie jest źle, bo samej aktywności fizycznej w formie różnych ćwiczeń miałam aż 16h. Jest dobrze.
* odstawienie coca coli cherry w pracy (bo tylko w pracy piję gazowane) - poległam. Ograniczyłam, ale poległam. No i pepsi to przecież nie cherry coke. Durnowate myślenie.
* w połowie marca (jak pogoda pozwoli, a wierzę, że pozwoli) rozpocząć sezon rowerowy - min. 50km na rowerze - ani kilometra. Rower jak stał, tak stał i się kurzy. Nie ma znaczenia to, że kiedy było piękne, cieplutkie słoneczko a pogoda w sam raz to siedziałam w pracy.
* przełamać barierę i zacząć biegać (najpierw marszobiegi, potem próby biegania) - podjęłam pierwszą próbę. I myślę, że będę podejmować te próby coraz częściej.
Ogólnie marzec był złym miesiącem. Ciągła praca, wieczne zmęczenie, dziwne zmiany, deszcz i zimno. Nie mam osiągnięć takich, jak sobie zaplanowałam, a były to jasne plany. Po drugie, nie mogę powiedzieć, że mi się chciało - wręcz przeciwnie. Czasami wolałam siąść na pupie, obejrzeć film i mieć gdzieś, że mogłabym wyjść na rower. A mogłabym. Fizyczne zmęczenie nie jest takie złe.
Dobra, trzeba szykować plan na kwiecień. Tym razem się uda!
niedziela, 14 września 2014
Fit podsumowanie sierpnia 2014
Wiem, że dosyć późno biorę się za to podsumowanie, ale w moim życiu zawodowym zaszły pewne zmiany i mam ostatnio dużo pracy. A jak mam wolne, to nie miałam sił na to wszystko.
Sierpień był niewątpliwie miesiącem ruchliwym, z racji rozpoczęcia nowej pracy. Do pracy chodziłam piechotą, chyba, że byłam dość spóźniona, albo pogoda nie dopisywała. Przeszłam sobie 49km. Co w porównaniu z innymi miesiącami jest wynikiem bardzo dobrym. Ja też jestem zadowolona. W tym miesiącu mam nadzieję, że tych kilometrów będzie więcej.
Jeśli chodzi o rower, przejechałam niestety tylko 38km, co jest dla mnie porażką i bardzo słabym wynikiem. Niestety, kłaniają się ciuchy ochronne na deszcz, które planuję sobie kupić już od jakiegoś czasu. Ogólnie rower w tym roku bardzo zaniedbałam.
Jeśli chodzi o hantle i ćwiczenia z nimi, to jest poprawa w stosunku do lipca, ale ogólnie jest to kiepski wynik - tylko 420 powtórzeń.
Aktywności fizycznej (w sensie ćwiczeń) miałam ponad 18h, tym samym realizując cel na ten rok, a było to 100h aktywności fizycznej. Minimum sto. Ogólnie jeśli chodzi o samą aktywność fizyczną jestem lepsza niż w ubiegłym roku, ale to będzie na podsumowaniu rocznym
Przysiady (65), brzuszki (35) oraz pompki (5) też nie były ćwiczeniami, którym poświęciłam dłuższą uwagę. I tak, jest mi z tym źle.
Często lawirowałam między filmikami na YT, wybierałam różne partie ciała, różne treningi i różnych prowadzących. Nie mogę polecić na ten moment nikogo konkretnego, ale wiem, że jak nie zacznę i nie wprowadzę systematyczności, to nic z tego nie będzie. I muszę zacząć systematycznie jeść. I kupić wagę. Ale to w październiku.
Sierpień był niewątpliwie miesiącem ruchliwym, z racji rozpoczęcia nowej pracy. Do pracy chodziłam piechotą, chyba, że byłam dość spóźniona, albo pogoda nie dopisywała. Przeszłam sobie 49km. Co w porównaniu z innymi miesiącami jest wynikiem bardzo dobrym. Ja też jestem zadowolona. W tym miesiącu mam nadzieję, że tych kilometrów będzie więcej.
Jeśli chodzi o rower, przejechałam niestety tylko 38km, co jest dla mnie porażką i bardzo słabym wynikiem. Niestety, kłaniają się ciuchy ochronne na deszcz, które planuję sobie kupić już od jakiegoś czasu. Ogólnie rower w tym roku bardzo zaniedbałam.
Jeśli chodzi o hantle i ćwiczenia z nimi, to jest poprawa w stosunku do lipca, ale ogólnie jest to kiepski wynik - tylko 420 powtórzeń.
Aktywności fizycznej (w sensie ćwiczeń) miałam ponad 18h, tym samym realizując cel na ten rok, a było to 100h aktywności fizycznej. Minimum sto. Ogólnie jeśli chodzi o samą aktywność fizyczną jestem lepsza niż w ubiegłym roku, ale to będzie na podsumowaniu rocznym
Przysiady (65), brzuszki (35) oraz pompki (5) też nie były ćwiczeniami, którym poświęciłam dłuższą uwagę. I tak, jest mi z tym źle.
Często lawirowałam między filmikami na YT, wybierałam różne partie ciała, różne treningi i różnych prowadzących. Nie mogę polecić na ten moment nikogo konkretnego, ale wiem, że jak nie zacznę i nie wprowadzę systematyczności, to nic z tego nie będzie. I muszę zacząć systematycznie jeść. I kupić wagę. Ale to w październiku.
sobota, 9 sierpnia 2014
Podsumowanie lipca 2014
Prawie połowa sierpnia za nami, a ja jeszcze nie wytłumaczyłam się z kiepskiego lipca. Zauważyłam, że jak sobie postanawiam coś i muszę się z tego rozliczyć, łatwiej mi idzie wykonywanie założeń. Jesteście cudownym batem na moje lenistwo i jakiś dziwny opór. Bo chcę a się boję, głupie, czyż nie?
Jak już wspomniałam, lipiec pod względem ćwiczeń był kiepski. Bardzo kiepski. Właściwie nawet nie powinnam się do tego przyznawać. To raczej było siedzenie, zamartwianie się i szukanie pracy.
W lipcu miałam tylko (albo aż patrząc na całość) 8,5h aktywności fizycznej, w tym aż 6h to taniec. Nie było tak źle. Spędziłam też 35 minut na kajakach pokonując 4,2km - na kajakach dawno nie pływałam. Na same ćwiczenia siłowe poświęciłam tylko 15 minut, dlatego też 60 machnięć hantlami to dla mnie osobista porażka. Jeszcze gorzej, jeśli chodzi o mój tyłek, bo poświęciłam mu tylko 20 przysiadów.
Ciut lepiej, chociaż ogólnie bardzo słabo wypada jazda na rowerze. Pokonałam zaledwie 38km w 3 godziny. Przeszłam zaledwie 16km także w 3h.
Jak widzicie, jest bardzo źle. Ułożyłam już sobie listę celów na ten miesiąc. I muszę kupić wagę. Pomagała mi kontrolować moje wybryki. Niby taka głupia rzecz, śmieszna wręcz - waga, ale dla mnie to było coś istotnego. No i wrócić do odpowiedniej diety. Ehh... a już tyle osiągnęłam.
Jak już wspomniałam, lipiec pod względem ćwiczeń był kiepski. Bardzo kiepski. Właściwie nawet nie powinnam się do tego przyznawać. To raczej było siedzenie, zamartwianie się i szukanie pracy.
W lipcu miałam tylko (albo aż patrząc na całość) 8,5h aktywności fizycznej, w tym aż 6h to taniec. Nie było tak źle. Spędziłam też 35 minut na kajakach pokonując 4,2km - na kajakach dawno nie pływałam. Na same ćwiczenia siłowe poświęciłam tylko 15 minut, dlatego też 60 machnięć hantlami to dla mnie osobista porażka. Jeszcze gorzej, jeśli chodzi o mój tyłek, bo poświęciłam mu tylko 20 przysiadów.
Ciut lepiej, chociaż ogólnie bardzo słabo wypada jazda na rowerze. Pokonałam zaledwie 38km w 3 godziny. Przeszłam zaledwie 16km także w 3h.
Jak widzicie, jest bardzo źle. Ułożyłam już sobie listę celów na ten miesiąc. I muszę kupić wagę. Pomagała mi kontrolować moje wybryki. Niby taka głupia rzecz, śmieszna wręcz - waga, ale dla mnie to było coś istotnego. No i wrócić do odpowiedniej diety. Ehh... a już tyle osiągnęłam.
poniedziałek, 5 maja 2014
Kwietniowa porażka, majowe nadzieje
Kwiecień to dla mnie udręka, zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Zaniedbałam nie tylko bloga, ale i swoją aktywność. Może jednak uznać, że nareszcie wiem co mi jest.
Wszystko zaczęło się od pewnego momentu, w którym zauważyłam że puchnę. Nie tyle że tyłam, co byłam opuchnięta i rozszerzona. Ale to była nowa praca, jedzenie w biegu, waga podskoczyła do góry, no i zima. Ale przyszedł marzec, a po nim kwiecień a sytuacja była coraz gorsza. Potem śmierć babci, pogrzeb, stresy większe w pracy no i się zaczęło. Moja opuchlizna nie tylko się powiększyła, ale i mnie wybrzuszyła w okolicach żeber. Zaczęło boleć, zwijałam się z bólu, udałam się do lekarza. Tego samego dnia wylądowałam w szpitalu. Badania, jeszcze raz badania i więcej badań. W szpitalu zamiast porobić mi ważne badania,dali ketonalu i przeciwzapalne tabletki - wyszłam powiedzmy, że o własnych siłach. Potem prawie dwa tygodnie L4 i leczenie na różne rzeczy. Dopiero pod koniec i kolejnych badaniach, okazało się, że chociaż jest źle, to wszystko przez stres. Mam nadwrażliwe jelita, które pod wpływem stresu anormalnie się kurczą. Przez to zapalenie, przez to powiększenie i przez to wypychanie na zewnątrz. Nakaz: tabletki, spokój i brak aktywności przez długi czas. Dlatego wyszło jak wyszło - zero roweru, kilka spacerów, trochę ciężarków. Co próbowałam poćwiczyć (nawet jogę w domu) od razu ból i zwiększenie mojego wybrzuszenia. Odpuściłam. Czekałam do maja. Jest dobrze. Tabletki pomagają, opuchlizna się zmniejsza, pomierzyłam się, zaczynam wracać do normalności. Bo mi ten brak ruchu, ćwiczeń i moja fizyczność bardzo przeszkadzają.
Zaliczyłam już wspinaczkę pod Górę Ślężę. Właściwie bez przygotowania, znajomości terenu i szlaku - co było nieodpowiednie z mojej (naszej) strony, ale satysfakcja ogromna! Że mimo bólu, mimo choroby, mimo braku przygotowania ten 10km spacerek nam się udał. Było trudno, ale cóż to jest? Bywały i inne, przyjemniejsze i trudniejsze trasy bądź szlaki. Ale jestem z siebie dumna.
Poza tym inne, krótsze bądź dłuższe spacery czy aktywność fizyczna i maj zaczyna się w moich oczach dobrze.
A teraz powrót do normalności. Trzymajcie kciuki!
Wszystko zaczęło się od pewnego momentu, w którym zauważyłam że puchnę. Nie tyle że tyłam, co byłam opuchnięta i rozszerzona. Ale to była nowa praca, jedzenie w biegu, waga podskoczyła do góry, no i zima. Ale przyszedł marzec, a po nim kwiecień a sytuacja była coraz gorsza. Potem śmierć babci, pogrzeb, stresy większe w pracy no i się zaczęło. Moja opuchlizna nie tylko się powiększyła, ale i mnie wybrzuszyła w okolicach żeber. Zaczęło boleć, zwijałam się z bólu, udałam się do lekarza. Tego samego dnia wylądowałam w szpitalu. Badania, jeszcze raz badania i więcej badań. W szpitalu zamiast porobić mi ważne badania,dali ketonalu i przeciwzapalne tabletki - wyszłam powiedzmy, że o własnych siłach. Potem prawie dwa tygodnie L4 i leczenie na różne rzeczy. Dopiero pod koniec i kolejnych badaniach, okazało się, że chociaż jest źle, to wszystko przez stres. Mam nadwrażliwe jelita, które pod wpływem stresu anormalnie się kurczą. Przez to zapalenie, przez to powiększenie i przez to wypychanie na zewnątrz. Nakaz: tabletki, spokój i brak aktywności przez długi czas. Dlatego wyszło jak wyszło - zero roweru, kilka spacerów, trochę ciężarków. Co próbowałam poćwiczyć (nawet jogę w domu) od razu ból i zwiększenie mojego wybrzuszenia. Odpuściłam. Czekałam do maja. Jest dobrze. Tabletki pomagają, opuchlizna się zmniejsza, pomierzyłam się, zaczynam wracać do normalności. Bo mi ten brak ruchu, ćwiczeń i moja fizyczność bardzo przeszkadzają.
Zaliczyłam już wspinaczkę pod Górę Ślężę. Właściwie bez przygotowania, znajomości terenu i szlaku - co było nieodpowiednie z mojej (naszej) strony, ale satysfakcja ogromna! Że mimo bólu, mimo choroby, mimo braku przygotowania ten 10km spacerek nam się udał. Było trudno, ale cóż to jest? Bywały i inne, przyjemniejsze i trudniejsze trasy bądź szlaki. Ale jestem z siebie dumna.
Poza tym inne, krótsze bądź dłuższe spacery czy aktywność fizyczna i maj zaczyna się w moich oczach dobrze.
A teraz powrót do normalności. Trzymajcie kciuki!
środa, 2 kwietnia 2014
Małe kwietniowe postanowienie + marcowe podsumowanie
Hellou.
Ja może od marcowego podsumowania zacznę. Bo nie było tak źle. Co prawda dobrze też nie, ale zwalę na pogodę i moją pracę - jak miałam kiedy to padał deszcz, jak świeciło słoneczko to siedziałam w domu. A do roweru lampki dopiero sobie przywiozłam.
Rower został mi przywieziony stosunkowo niedawno, więc wycieczek rowerowych nie miałam za dużo, bo raptem dwie - 21,29km.
Spacerowałam/maszerowałam sobie przez 21km. Tutaj jest całkiem ok, chociaż jak zwykle mogło być lepiej.
Aktywności fizycznej miałam 17,17h - czyli całkiem sporo jak na mnie.
Powtórzeń w ćwiczeniu hantlami miałam tylko 1270. Mało. Tutaj poległam.
Czyli ogólnie nie jest źle, ale zadowolona z tego nie jestem. Tak samo jak z tego, że pod koniec miesiąca sobie podpalałam, ale niestety, miało to swoje powody.
Co do kwietnia, stwierdziłam, że blog nie tylko będzie typowym motywatorem fitnessowym, ale też i psychicznym. Taki lekki misz masz chciałam tutaj wrzucić. I mam kilkapostanowień na ten miesiąc, bo nie wiem jak się potoczą dalej moje losy:
Ja może od marcowego podsumowania zacznę. Bo nie było tak źle. Co prawda dobrze też nie, ale zwalę na pogodę i moją pracę - jak miałam kiedy to padał deszcz, jak świeciło słoneczko to siedziałam w domu. A do roweru lampki dopiero sobie przywiozłam.
Rower został mi przywieziony stosunkowo niedawno, więc wycieczek rowerowych nie miałam za dużo, bo raptem dwie - 21,29km.
Spacerowałam/maszerowałam sobie przez 21km. Tutaj jest całkiem ok, chociaż jak zwykle mogło być lepiej.
Aktywności fizycznej miałam 17,17h - czyli całkiem sporo jak na mnie.
Powtórzeń w ćwiczeniu hantlami miałam tylko 1270. Mało. Tutaj poległam.
Czyli ogólnie nie jest źle, ale zadowolona z tego nie jestem. Tak samo jak z tego, że pod koniec miesiąca sobie podpalałam, ale niestety, miało to swoje powody.
Co do kwietnia, stwierdziłam, że blog nie tylko będzie typowym motywatorem fitnessowym, ale też i psychicznym. Taki lekki misz masz chciałam tutaj wrzucić. I mam kilkapostanowień na ten miesiąc, bo nie wiem jak się potoczą dalej moje losy:
1. Chodzić codziennie na nogach do pracy. Daleko nie mam, a zdrowie i pieniądze są ważne.
2. Zrezygnować całkowicie z napoi gazowanych. Woda, herbata na plus. Kawa powinna iść w odstawkę, ale najpierw może skupię się na pepsi i innych :)
3. Systematycznie jeździć na rowerze. Codziennie po pracy chociażby godzinkę.
4. Pilnować swojego zdrowia.
5. Mierzyć się co tydzień. Najlepiej zacząć od niedzieli
6. Systematycznie ćwiczyć - nie tylko przez 15 minut, ma mi się pot po dupie lać.
7. Kupić sobie spodnie do jazdy na rowerze/ćwiczeń i nową koszulkę.
8. Całkowicie zmienić sposób patrzenia na siebie i swoją przyszłość.
sobota, 1 lutego 2014
Aż chce się ćwiczyć!
We Wrocławiu piękna pogoda, słonecznie, wiosennie, cztery stopnie na plusie. Aż chce się ćwiczyć. I właśnie w takim nastroju wstałam, poruszałam się trochę, znalazłam nowe wyzwanie przysiady+pompki i też stwierdziłam, że wykonam. Łatwiej z planem, bo jednym z moich postanowień noworocznych jest walka z lenistwem i nauka systematyczności. To u mnie leży i kuleje.
Mam zamiar wyznaczyć sobie na ten miesiąc inne cele, bo jak wspomniałam, z planem łatwiej, a pisząc tutaj muszę się z tego rozliczyć. Inaczej byłoby mi wstyd ;)
Grzecznie sobie nie palę. Już trzy tygodnie i nie chcę zapeszać, ale idzie mi rewelacyjnie. Tylko dużo jem - w związku z czym muszę ograniczyć słodycze i napoje gazowane *pisząc to popija zimną pepsi*, bo dupa mi się zaraz w drzwiach nie zmieści. Poza ty w końcu zacząć jeść bardziej dietetycznie, bo teraz to jest taki misz masz, niby ok, ale to podjadanie... *bacik* Tylko gdyby to zdrowsze było ciut tańsze. I tak za mało zarabiam, ale żeby ciut tańsze było *marzenia*
Jak tak dalej pójdzie to może uruchomię już rower (tylko trzeba jakieś spodnie do jeżdżenia kupić), bo po co zwlekać i czekać na wiosnę? Już bym po prostu chciała, tak już już! Ogólnie jest tyle rzeczy, które chciałabym wprowadzić, które chciałabym zrobić i mieć, że ughhh...
A co do stycznia, to idzie mi lepiej niż w tamtym roku.
Aktywności fizycznej w tym roku miałam 22h, w ubiegłym tylko 2h
Spacer: ten rok 22km, ubiegły - 15km
Hantle: 2170 w tym, w tamtym tylko 650
Czuję się z tym super ^.^
Mam zamiar wyznaczyć sobie na ten miesiąc inne cele, bo jak wspomniałam, z planem łatwiej, a pisząc tutaj muszę się z tego rozliczyć. Inaczej byłoby mi wstyd ;)
Grzecznie sobie nie palę. Już trzy tygodnie i nie chcę zapeszać, ale idzie mi rewelacyjnie. Tylko dużo jem - w związku z czym muszę ograniczyć słodycze i napoje gazowane *pisząc to popija zimną pepsi*, bo dupa mi się zaraz w drzwiach nie zmieści. Poza ty w końcu zacząć jeść bardziej dietetycznie, bo teraz to jest taki misz masz, niby ok, ale to podjadanie... *bacik* Tylko gdyby to zdrowsze było ciut tańsze. I tak za mało zarabiam, ale żeby ciut tańsze było *marzenia*
Jak tak dalej pójdzie to może uruchomię już rower (tylko trzeba jakieś spodnie do jeżdżenia kupić), bo po co zwlekać i czekać na wiosnę? Już bym po prostu chciała, tak już już! Ogólnie jest tyle rzeczy, które chciałabym wprowadzić, które chciałabym zrobić i mieć, że ughhh...
A co do stycznia, to idzie mi lepiej niż w tamtym roku.
Aktywności fizycznej w tym roku miałam 22h, w ubiegłym tylko 2h
Spacer: ten rok 22km, ubiegły - 15km
Hantle: 2170 w tym, w tamtym tylko 650
Czuję się z tym super ^.^
sobota, 31 sierpnia 2013
Podsumowanie miesiąca: sierpień 2013
Chociaż dzień się już nie skończył, ja biegnę, pędzę i lecę, by podsumować sierpień. Bo jestem z niego zadowolona. Nawet bardzo, bardzo!
Chora jestem niestety, więc ani roweru, ani biegania, ani żadnej większej aktywności nie mogę wykonywać, bo sił brak, jednak ja się muszę Wam pochwalić.
Po pierwsze waga! W tym miesiącu schudłam równo 2kg. Chociaż to złe określenie, w tym miesiącu po prostu utrzymałam wagę na poziomie minus dwóch kilogramów. Do końca mojego postanowienia zostało mi jeszcze zrzucić 4kg.
Po drugie aktywność:
Najbardziej dumna jestem z roweru - przejechanych 107,538km. (w lipcu było 85km) W tym miesiącu zrealizowałam także swój cel przejechania 200km na rowerze.
Następnie spacery - 19km. (w poprzednim było ich 5km). Tutaj nie zawsze liczyłam, ale częściej chodziłam w różne miejsca.
Aktywność fizyczna, pomijając aktywność rowerową i spacerową (oraz pracę) to miałam jej 20h (tak, 20 godzin ćwiczeń), uważam że nie jest to jakiś zły wynik, ale mogłoby być lepiej.
Hantle - 1700 machnięć, zdecydowanie za mało :(
Pompki - 100 - mało
Przysiady - 60 - porażka na całej linii.
Brzuszki - 120 - kolejna porażka.
Stepper - 560 powtórzeń, ale coś ten mój stepper nie chce raz że zliczać, dwa, że ciężko chodzi. No i nie miałam za bardzo ochoty ;)
Jednak mimo tych słabych wyników ze stacjonarnych ćwiczeń, to jestem dumna z siebie, bo te bardziej wymagające zrobiłam dobrze.
Po trzecie - wyzwania!
No tutaj leżę i kwiczę. Co z tego, że rzucę szumnym "tak ćwiczę/macham/rzucę" kiedy wielkie G z tego wychodzi? Nie mam w sobie konsekwencji, mam za to wielkiego lenia. Więc jedynie trochę poćwiczyłam na biust, z paleniem ograniczyłam, przez kilka dni nie paliłam, potem znowu kurzyłam jak smok, ale.. jestem na dobrej drodze, co do ćwiczeń - ruszę z nimi, I promise!
Sierpień to był dobry miesiąc, dla mnie. Nie zrobiłam wszystkiego co sobie założyłam, ale jestem dumna ze swoich osiągnięć.
Chora jestem niestety, więc ani roweru, ani biegania, ani żadnej większej aktywności nie mogę wykonywać, bo sił brak, jednak ja się muszę Wam pochwalić.
Po pierwsze waga! W tym miesiącu schudłam równo 2kg. Chociaż to złe określenie, w tym miesiącu po prostu utrzymałam wagę na poziomie minus dwóch kilogramów. Do końca mojego postanowienia zostało mi jeszcze zrzucić 4kg.
Po drugie aktywność:
Najbardziej dumna jestem z roweru - przejechanych 107,538km. (w lipcu było 85km) W tym miesiącu zrealizowałam także swój cel przejechania 200km na rowerze.
Następnie spacery - 19km. (w poprzednim było ich 5km). Tutaj nie zawsze liczyłam, ale częściej chodziłam w różne miejsca.
Aktywność fizyczna, pomijając aktywność rowerową i spacerową (oraz pracę) to miałam jej 20h (tak, 20 godzin ćwiczeń), uważam że nie jest to jakiś zły wynik, ale mogłoby być lepiej.
Hantle - 1700 machnięć, zdecydowanie za mało :(
Pompki - 100 - mało
Przysiady - 60 - porażka na całej linii.
Brzuszki - 120 - kolejna porażka.
Stepper - 560 powtórzeń, ale coś ten mój stepper nie chce raz że zliczać, dwa, że ciężko chodzi. No i nie miałam za bardzo ochoty ;)
Jednak mimo tych słabych wyników ze stacjonarnych ćwiczeń, to jestem dumna z siebie, bo te bardziej wymagające zrobiłam dobrze.
Po trzecie - wyzwania!
No tutaj leżę i kwiczę. Co z tego, że rzucę szumnym "tak ćwiczę/macham/rzucę" kiedy wielkie G z tego wychodzi? Nie mam w sobie konsekwencji, mam za to wielkiego lenia. Więc jedynie trochę poćwiczyłam na biust, z paleniem ograniczyłam, przez kilka dni nie paliłam, potem znowu kurzyłam jak smok, ale.. jestem na dobrej drodze, co do ćwiczeń - ruszę z nimi, I promise!
Sierpień to był dobry miesiąc, dla mnie. Nie zrobiłam wszystkiego co sobie założyłam, ale jestem dumna ze swoich osiągnięć.
piątek, 2 sierpnia 2013
Podsumowanie lipca 2013
Sierpień mamy, czas na podsumowanie lipca :)
Było lepiej niż w czerwcu, chociaż to i tak nie tyle, co chciałam. Chyba, że mam zliczyć do aktywności fizycznej moją pracę - bo ostatnio jest dosyć ciężko, pomaga to jednak schudnąć, więc nie wiem ^.^
Ale do rzeczy:
Rower - 85,54km (w ciągu 7,19h)
Spacer - 5,65km
Hantelki - 490 razy
Jeżeli doliczamy robotę, to czystej aktywności fizycznej miałam 132h
Nie wiem dlaczego nie zliczałam przysiadów i pompek, więc nie mogę wpisać, ale były.
W porównaniu z czerwcem, lipiec był ekstra. Ale to i tak lenistwo, albo zmęczenie pokonywały chęć ćwiczeń. Jednakże, jak ćwiczę, to coś się we mnie wyzwala, a to zmęczenie i pot jest po prostu.. fajny!
Było lepiej niż w czerwcu, chociaż to i tak nie tyle, co chciałam. Chyba, że mam zliczyć do aktywności fizycznej moją pracę - bo ostatnio jest dosyć ciężko, pomaga to jednak schudnąć, więc nie wiem ^.^
Ale do rzeczy:
Rower - 85,54km (w ciągu 7,19h)
Spacer - 5,65km
Hantelki - 490 razy
Jeżeli doliczamy robotę, to czystej aktywności fizycznej miałam 132h
Nie wiem dlaczego nie zliczałam przysiadów i pompek, więc nie mogę wpisać, ale były.
W porównaniu z czerwcem, lipiec był ekstra. Ale to i tak lenistwo, albo zmęczenie pokonywały chęć ćwiczeń. Jednakże, jak ćwiczę, to coś się we mnie wyzwala, a to zmęczenie i pot jest po prostu.. fajny!
poniedziałek, 8 lipca 2013
Podsumowanie czerwca + aktualizacja rowerowa.
Wiem, że długo nie pisałam, ale czerwiec to był taki dziwny miesiąc. Zacznę może od tego, że zajechałam rower na śmierć. Dosłownie. Mam rozwalone pedały, hamulce, koła, łańcuch i coś tam jeszcze ergo - poszedł do reklamacji. Niestety Pani chciała być mądrzejsza i wrzuciła nam gwarancję, a nie towar niezgodny z umową (co dla mnie jest korzystniejsze). Dzisiaj mija 14 dni roboczych a ja nadal nie wiem, co z moim rowerem! Na szczęście mam inne, fajne cudo. Lepszy - przerzutki, hamulce, rama, pedały. Więc wczoraj po pracy zrobiłam sobie małą rundkę. Niestety - rundkę krótką, bo tylko 18km, ale zawsze coś. Wcześniej w te miejsca wyjechać nie mogłam, wczoraj bez problemu (po pracy!). A że u nas dziki grasują, a wokół same lasy to.. Jeśli zarzucicie mi już małą kondycję - nie, kondycję nadal mam słabą, ale mogę ćwiczyć ją dalej, bo jak widzicie.. czerwiec był miesiącem lesera!
Wracając do podsumowania, było kiepsko, chociaż trochę lepiej niż w maju.
W maju nie biegałam ani razu, nie licząc świńskiego truchtu na przystanek.
Rowerem pokonałam 65,11km - mało, ale rower zdechł.
Hantlami machnęłam tylko 250 razy. Bardzo źle.
Aktywności fizycznej miałam tylko 5,12h
Ze spacerami też kiepsko, bo jedyne 6km zrobiłam.
Przysiady i pompki po 20. Reszty niet.
Tak, kiepsko było. Nie ma się więc co dziwić, ze dupsko urosło znowu...
I jak tutaj być fit?
No i znowu zaczęłam palić, jak roweru nie było :( Cóż, będzie lepiej - musi być!
Wracając do podsumowania, było kiepsko, chociaż trochę lepiej niż w maju.
W maju nie biegałam ani razu, nie licząc świńskiego truchtu na przystanek.
Rowerem pokonałam 65,11km - mało, ale rower zdechł.
Hantlami machnęłam tylko 250 razy. Bardzo źle.
Aktywności fizycznej miałam tylko 5,12h
Ze spacerami też kiepsko, bo jedyne 6km zrobiłam.
Przysiady i pompki po 20. Reszty niet.
Tak, kiepsko było. Nie ma się więc co dziwić, ze dupsko urosło znowu...
I jak tutaj być fit?
No i znowu zaczęłam palić, jak roweru nie było :( Cóż, będzie lepiej - musi być!
środa, 1 maja 2013
Podsumowanie kwietnia 2013
Nienawidzę mieć okresu, bo wtedy się rozleniwiam, wszystko mnie boli, czuję się nieatrakcyjna i ostatnią rzeczą na którą mam ochotę to ćwiczenia. Wolałabym siąść i wpieprzać czekoladę. Albo ostre chrupki Lay's.
A dupa rośnie...
W kwietniu ćwiczenia szły po japońsku - jakotako. Czas to poprawić.
Typowego marszu zrobiłam tylko 28km. Nie liczę dystansu do i z pracy.
Machnęłam hantelami 2205 razy. Muszę kupić większe obciążenie.
Przysiady szły mi opornie, tylko 230 razy.
Pompek tylko 50.
Aktywności fizycznej (inne ćwiczenia) miałam tylko 5 godzin.
Podsumowując - było źle. Ale nadszedł maj. Wyniki zostaną poprawione. Muszą. Za pewne rzeczy zabieram się jak sójka za morze, inne idą mi całkiem dobrze, zważywszy na moją pracę i szkołę.
I powoli wypędzam lenia.
Dodatkowa motywacja? Ajj, zauważyłam poprawę dupencji i ud! Fajnie mi się skóra wygładziła. :)
No to do roboty, Mirielka, do roboty!
A dupa rośnie...
W kwietniu ćwiczenia szły po japońsku - jakotako. Czas to poprawić.
Typowego marszu zrobiłam tylko 28km. Nie liczę dystansu do i z pracy.
Machnęłam hantelami 2205 razy. Muszę kupić większe obciążenie.
Przysiady szły mi opornie, tylko 230 razy.
Pompek tylko 50.
Aktywności fizycznej (inne ćwiczenia) miałam tylko 5 godzin.
Podsumowując - było źle. Ale nadszedł maj. Wyniki zostaną poprawione. Muszą. Za pewne rzeczy zabieram się jak sójka za morze, inne idą mi całkiem dobrze, zważywszy na moją pracę i szkołę.
I powoli wypędzam lenia.
Dodatkowa motywacja? Ajj, zauważyłam poprawę dupencji i ud! Fajnie mi się skóra wygładziła. :)
No to do roboty, Mirielka, do roboty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










