Dzień dobry Kochani!
W moim poprzednim poście (za co mam ochotę pierdzielnąć sobie w łeb) pisałam o wyzwaniu krokowym. Że do końca marca chce wykonać 250 000 kroków. Wyzwanie się do końca nie udało, zabrakło mi jakichś 43 000. Suma wykonanych kroków to: 207560/250000.
Aplikacja liczy dalej, chociaż ostatnio jestem zbyt zalatana, by monitorować swój sen, wodę i kroki. A ja z ciekawości sprawdziłam co i jak. Aktualnie mogę stwierdzić, że najaktywniejszym miesiącem do tej pory był maj.
Luty: 21.000
Marzec: 186.560
Kwiecień: 169.165
Maj: 201.355
Czerwiec: 43.521
Łącznie na dzień dzisiejszy: 582.432. (chociaż aplikacja twierdzi, że mam 621.314)
Sprawdzając aktywność w aplikacji, widzę, że wiele dni mam zupełnie pustych, jakbym się nigdzie nie ruszała, możliwe, że to były dni bez telefonu. Musiałabym mieć albo futerał na telefon, albo zegarek, który mierzy kroki. Nie jest tragicznie, chociaż mogłoby być lepiej.
W każdym razie aplikacja działa dalej w tle, a ja muszę się wziąć w garść.
Miłego dnia!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 czerwca 2017
wtorek, 28 lutego 2017
Wyzwanie tysiąca kroków
Zawsze mi się wydawało, że dużo chodzę. Fakt, w pracy potrafię przez kilka godzin zrobić kilka km, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym ile to jest. No bo skoro czuje, ze chodzę dużo to pewnie tak jest, czyż nie?
Otóż nie. Koleżanka z pracy pokazała mi fajną apkę do Samsunga S Health (klik lub klik), którą można mieć na każdym telefonie, a która przede wszystkim mierzy nam ilość wykonanych kroków. Z pewnością siebie, stwierdziłam, ze 6 tysięcy kroków dziennie to pikuś. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie wykonuje takiej ilości kroków. Fakt, w drodze do i z pracy, jestem w stanie osiągnąć zalecany wynik, ale po pracy osiadam. A dla zdrowia zalecane jest pokonanie ok. 10 000 kroków (co daje nam jakieś 8km). Aplikacja ta dała mi jakiś taki namacalny cel, który sobie narzuciłam. Bo dopóki nie zmierzyłam, wydawało mi się, że coś jest ok. A nie jest.
Wraz z koleżanką, rzuciłyśmy sobie wyzwanie która pierwsza osiągnie zalecany pułap kroków. Niby nic, niby śmieszne wyzwanie, ale daje jakiś cel, chęć wygranej i co najważniejsze - rusza. Wcześniej z lenistwa podjeżdżałam do pracy tramwajem. Teraz wolę się przejść. Raz że świeże powietrze (no, w jakimś tam stopniu), dwa, że nabijam te kroki. Wczoraj w pracy zrobiłam ponad 8 tysięcy kroków. A są ludzie, którzy nie robią nawet 3 tysięcy.
Rzucam sobie wyzwanie (bo lubię wyzwania, motywują mnie i uczą systematyczności), żeby do końca marca 2017 roku wykonać 250 000 kroków (zaczynając od dzisiaj). Chce się ktoś przyłączyć?
Otóż nie. Koleżanka z pracy pokazała mi fajną apkę do Samsunga S Health (klik lub klik), którą można mieć na każdym telefonie, a która przede wszystkim mierzy nam ilość wykonanych kroków. Z pewnością siebie, stwierdziłam, ze 6 tysięcy kroków dziennie to pikuś. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie wykonuje takiej ilości kroków. Fakt, w drodze do i z pracy, jestem w stanie osiągnąć zalecany wynik, ale po pracy osiadam. A dla zdrowia zalecane jest pokonanie ok. 10 000 kroków (co daje nam jakieś 8km). Aplikacja ta dała mi jakiś taki namacalny cel, który sobie narzuciłam. Bo dopóki nie zmierzyłam, wydawało mi się, że coś jest ok. A nie jest.
Wraz z koleżanką, rzuciłyśmy sobie wyzwanie która pierwsza osiągnie zalecany pułap kroków. Niby nic, niby śmieszne wyzwanie, ale daje jakiś cel, chęć wygranej i co najważniejsze - rusza. Wcześniej z lenistwa podjeżdżałam do pracy tramwajem. Teraz wolę się przejść. Raz że świeże powietrze (no, w jakimś tam stopniu), dwa, że nabijam te kroki. Wczoraj w pracy zrobiłam ponad 8 tysięcy kroków. A są ludzie, którzy nie robią nawet 3 tysięcy.
Rzucam sobie wyzwanie (bo lubię wyzwania, motywują mnie i uczą systematyczności), żeby do końca marca 2017 roku wykonać 250 000 kroków (zaczynając od dzisiaj). Chce się ktoś przyłączyć?
wtorek, 1 września 2015
Nowe 30-dniowe wyzwanie na ramiona z marką 4F
Mamy już wrzesień, jesień zbliża się dużymi krokami do nas, ale na walkę o smukłe ramiona nigdy nie jest za późno. Tym bardziej, że mam Wam do zaproponowania nowe wyzwanie, stworzone przez Marcelę Kulińską (instruktorkę fitness) oraz sygnowane marką 4F.
O co w tym wszystkim chodzi?
Zestawy:
Dla mnie to wyzwanie wygląda bardzo interesująco i mam zamiar je rozpocząć od dzisiaj. Nowy miesiąc - nowe postanowienia. Kto podejmuje ze mną wyzwanie na ramiona?
Przypominam też o rozdaniu trwającym tylko do 3 września, na moim blogu kosmetycznym. KLIK
O co w tym wszystkim chodzi?
Nowe wyzwanie sygnowane marką 4F
polega na wykonywaniu określonych ćwiczeń przez okres 30 dni. Czy to dużo? Jak
na początek idealnie, gdyż w ciągu tych 30 dni naprawdę nie będziemy się
nudzić. W trakcie miesiąca nie tylko zwiększamy liczbę powtórzeń, ale i stopień
zaawansowania ćwiczeń. Rezultat? Smuklejsze i jędrniejsze ramiona oraz nowe
ćwiczenia gotowe do wykorzystania podczas zwyczajnych treningów.
Przygotowanie
to podstawa
Jak przy każdym planie treningowym najważniejsze jest
odpowiednie przygotowanie i metoda wykonywania ćwiczeń. Nie chodzi o ilość, ale
o jakość. Jeśli chcecie podjąć wyzwanie, musicie zaopatrzyć się w ciężarki 1
lub 2 kg, które nie nadwyrężą waszych mięśni, a zadbają o ich wzmocnienie. W
trakcie wykonywania ćwiczeń napinajcie mięśnie brzucha – zobaczycie, że ten
prosty trick naprawdę wiele zmienia. Kręgosłup powinien być w większości
przypadków prosty, nie wolno się garbić ani przechylać nadmiernie do tyłu,
chyba że chcecie, aby to było wasze pierwsze i ostatnie wyzwanie..
Rozgrzewka i rozciąganie to must have każdych ćwiczeń,
wyzwanie nie jest krótkim przerywnikiem rutyny, ale fajnym sposobem na początek
drogi do smukłej i wysportowanej sylwetki.
Ćwiczenia
to tylko szczyt góry lodowej
Oczywiście jeśli zależy wam na zdrowiu i smukłości, same
ćwiczenia nie wystarczą. Zobaczcie zatem, co jest kluczem do wymarzonych
kobiecych ramion.
1)
Różnorodność
– ćwiczenia nakierowane na jedną partię mięśni (np. triceps) nie przyniosą
rezultatu pod postacią smukłych czy umięśnionych ramion. Ramiona, jak każda
część ciała wymagają kompleksowego podejścia. Noszenie zakupów, podnoszenie
dziecka czy choćby odkurzanie kształtują inne mięśnie – nie poprzestańcie tylko
na wyzwaniu, w codziennych czynnościach tkwi siła!
2)
Bez
przyrostu masy – wiele kobiet obawia się przyrostu ramion, zwiększenia ich
obwodu i co tu krótko mówiąc, wyglądania jak młody kulturysta na sterydach. W
większości zależy nam na zmniejszeniu obwodu ramion i wzmocnieniu mięśni,
dlatego należy połączyć ćwiczenia wraz z odpowiednią dietą redukującą wagę.
Warto do wyzwania dołożyć treningi nastawione na spalanie kalorii czyli
bieganie lub aerobik, które wysmuklą całą sylwetkę. Pamiętajcie o tym, że nie
da się chudnąć tylko w jednej partii ciała!
3)
Jędrne
ramiona – jeśli natura nie obdarzyła cię smukłymi i jędrnymi
ramionami, same ćwiczenia i dieta mogą nie dać spektakularnych efektów. Nie
zapomnij o działaniu kosmetyków, masażerów ujędrniających skórę i innych
nowoczesnych sposobów na ujędrnianie ramion. Nie musisz od razu budować salonu
kosmetycznego, ale peeling od czasu do czasu, czy masaż ramion pod prysznicem
mogą zdziałać cuda.
Zestawy:
Dla mnie to wyzwanie wygląda bardzo interesująco i mam zamiar je rozpocząć od dzisiaj. Nowy miesiąc - nowe postanowienia. Kto podejmuje ze mną wyzwanie na ramiona?
Przypominam też o rozdaniu trwającym tylko do 3 września, na moim blogu kosmetycznym. KLIK
niedziela, 19 stycznia 2014
Podjęłam wyzwanie z Mel B! - keep calm and get sexy!
Na FB znalazłam wyzwanie z Mel B i Tiffany. Tak, zapłon mam jak cholera, ale ważne że..
Więc dzisiaj zrobiłam sobie pierwsze ćwiczenia i po prostu padam. Widać moja kondycja nie obejmuje ćwiczeń na brzuch ;)
Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to wyzwanie znajdzie tutaj. Co prawda ja jeszcze dorzuciłam ćwiczenia na klatkę piersiową i ramiona ;)
Swoją drogą, nie lubię takiej pogody. Ani zimno, ani ciepło. Na rower nie mogę, bo nie mam odpowiednich ciuchów, a że dopiero co chorowałam, to wolę sobie odpuścić. Na biegi też nie bardzo, bo znowu nie mam ciuchów. I tak, to jest mój priorytet w przyszłych miesiącach - skompletować strój do ćwiczeń. A potem przyrządy. Zmienić hantle na cięższe + mata. Myślę, że z początkiem marca powrócę do jazdy na rowerze. I dałam sobie minimum 500km. Dla niektórych to pewnie mało, dla mnie to jest pewien pułap minimalny. Zresztą myślę, że we Wrocławiu będę miała więcej możliwości. Chociaż już mi brakuje terenów zielonych wokół mnie. Nie ma co narzekać, się wszystko znajdzie na wiosnę.
I jeszcze chwilę narzekania. Nie lubię swojego telefonu, bo każdy inny, normalny pomaga w motywacjach - łapie mu gps i może śledzić swoje postępy (bieganie, rower, marsz). Mój telefon z systemem bada najpierw myśli przez pół roku czy złapać gps'a czy nie nie, następnie twierdzi, że jest zbyt leniwy a sygnał za słaby. A ułatwiłoby mi to kontrolowanie siebie (chociażby apka z runloga). No nic, do marca coś wykombinuję (licznik został w domu, chyba po prostu kupię drugi)
No! Tego się trzymajmy ;) Zmykam pod prysznic, a potem chyba gdzieś w trasę zwiedzać Wrocław (albo się zaszyć gdzieś z książką?) Nie ma to jak wolna, leniwa niedziela.
Więc dzisiaj zrobiłam sobie pierwsze ćwiczenia i po prostu padam. Widać moja kondycja nie obejmuje ćwiczeń na brzuch ;)
Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to wyzwanie znajdzie tutaj. Co prawda ja jeszcze dorzuciłam ćwiczenia na klatkę piersiową i ramiona ;)
Swoją drogą, nie lubię takiej pogody. Ani zimno, ani ciepło. Na rower nie mogę, bo nie mam odpowiednich ciuchów, a że dopiero co chorowałam, to wolę sobie odpuścić. Na biegi też nie bardzo, bo znowu nie mam ciuchów. I tak, to jest mój priorytet w przyszłych miesiącach - skompletować strój do ćwiczeń. A potem przyrządy. Zmienić hantle na cięższe + mata. Myślę, że z początkiem marca powrócę do jazdy na rowerze. I dałam sobie minimum 500km. Dla niektórych to pewnie mało, dla mnie to jest pewien pułap minimalny. Zresztą myślę, że we Wrocławiu będę miała więcej możliwości. Chociaż już mi brakuje terenów zielonych wokół mnie. Nie ma co narzekać, się wszystko znajdzie na wiosnę.
I jeszcze chwilę narzekania. Nie lubię swojego telefonu, bo każdy inny, normalny pomaga w motywacjach - łapie mu gps i może śledzić swoje postępy (bieganie, rower, marsz). Mój telefon z systemem bada najpierw myśli przez pół roku czy złapać gps'a czy nie nie, następnie twierdzi, że jest zbyt leniwy a sygnał za słaby. A ułatwiłoby mi to kontrolowanie siebie (chociażby apka z runloga). No nic, do marca coś wykombinuję (licznik został w domu, chyba po prostu kupię drugi)
No! Tego się trzymajmy ;) Zmykam pod prysznic, a potem chyba gdzieś w trasę zwiedzać Wrocław (albo się zaszyć gdzieś z książką?) Nie ma to jak wolna, leniwa niedziela.
piątek, 2 sierpnia 2013
Nowe wyzwanie!
A właściwie kilka wyzwań.
Zawsze to lubiłam, ale nie mogłam się jakoś odnaleźć w tym. Oczywiście, zajrzałam dzisiaj na bloga fit and sexy, i co? Lista wyzwań!
Więc postanowiłam dołączyć - zawsze to lepsza aktywność.
Wyzwanie 1: Walka o jędrny biust:
Co prawda trochę zmodyfikowałam, bo więcej ćwiczeń z hantlami wzięłam (nie mam gumy), ale grunt to systematyczność.
Wyzwanie 2: Jędrna pupa
Kiedyś robiłam już to wyzwanie, ale wysiadłam. Teraz czas na nowo podjąć się tego wszystkiego :) Wierzę, że mi się uda!
Szukam innych, ciekawych wyzwań. Szykuję się (znowu! =.=") na rzucanie palenia. Wiem, że do końca sierpnia już nie zapalę.
Poza tym, skoro na blogach jest szał na boczki z Tiffany, postanowiłam spróbować i masakra, to jest genialne! Więc tak, sierpień jest miesiącem pełnej mobilizacji! I tego się będę trzymać!
Zawsze to lubiłam, ale nie mogłam się jakoś odnaleźć w tym. Oczywiście, zajrzałam dzisiaj na bloga fit and sexy, i co? Lista wyzwań!
Więc postanowiłam dołączyć - zawsze to lepsza aktywność.
Wyzwanie 1: Walka o jędrny biust:
![]() |
| kliknij w obrazek po więcej informacji |
Wyzwanie 2: Jędrna pupa
Kiedyś robiłam już to wyzwanie, ale wysiadłam. Teraz czas na nowo podjąć się tego wszystkiego :) Wierzę, że mi się uda!
Szukam innych, ciekawych wyzwań. Szykuję się (znowu! =.=") na rzucanie palenia. Wiem, że do końca sierpnia już nie zapalę.
Poza tym, skoro na blogach jest szał na boczki z Tiffany, postanowiłam spróbować i masakra, to jest genialne! Więc tak, sierpień jest miesiącem pełnej mobilizacji! I tego się będę trzymać!
niedziela, 9 czerwca 2013
Mój nowy mustang + rzucam palenie!
Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie
Rower mam posłuchaj w taki różowy jazz
Może byś tak Damian wpadł popedałować
Ubierz się w obcisłe bo to warto mieć styl
I depniemy sobie ode wsi dode wsi
Może byś tak Damian wpadł popedałować
[Lech Janerka - "Rower"]
Znacie? No właśnie, ja sobie to nucę od jakiegoś czasu, albowiem zakupiłam nowego mustanga, którym będę sobie pedałować. Dzisiaj przez 6h z moim ukochanym chrzestnym Markiem szukaliśmy jakiegoś zwykłego, taniego roweru. Nie chcę inwestować w rower, za X tysięcy, czy nawet za coś powyżej 600zł, jak potrzebuję czegoś zwykłego. Ot dwa kółka, rama, kierownica, siodełko, pedały. Ma jeździć. Ma mi pomóc spalić kalorie. Ma wjechać w wertepy. Ma się po prostu ze mną zaprzyjaźnić. A jak się już zaprzyjaźnię z nim i jazdą na rowerze, to wtedy pomyślę o czymś specjalnym. Ale po co mi wyczynowy rower?
Ja jestem zadowolona z mojego mustanga, którego Wam pokażę dopiero za jakiś czas.
I.. hmm.. obiecałam sobie, że jak zakupię rower, to rzucam palenie. Więc od rana nie palę. Nie chcę mówić hop, ale.. wierzę, że tym razem mi się uda. Że tym razem dam radę. Muszę. Po prostu muszę!
Rower mam posłuchaj w taki różowy jazz
Może byś tak Damian wpadł popedałować
Ubierz się w obcisłe bo to warto mieć styl
I depniemy sobie ode wsi dode wsi
Może byś tak Damian wpadł popedałować
[Lech Janerka - "Rower"]
Znacie? No właśnie, ja sobie to nucę od jakiegoś czasu, albowiem zakupiłam nowego mustanga, którym będę sobie pedałować. Dzisiaj przez 6h z moim ukochanym chrzestnym Markiem szukaliśmy jakiegoś zwykłego, taniego roweru. Nie chcę inwestować w rower, za X tysięcy, czy nawet za coś powyżej 600zł, jak potrzebuję czegoś zwykłego. Ot dwa kółka, rama, kierownica, siodełko, pedały. Ma jeździć. Ma mi pomóc spalić kalorie. Ma wjechać w wertepy. Ma się po prostu ze mną zaprzyjaźnić. A jak się już zaprzyjaźnię z nim i jazdą na rowerze, to wtedy pomyślę o czymś specjalnym. Ale po co mi wyczynowy rower?
Ja jestem zadowolona z mojego mustanga, którego Wam pokażę dopiero za jakiś czas.
I.. hmm.. obiecałam sobie, że jak zakupię rower, to rzucam palenie. Więc od rana nie palę. Nie chcę mówić hop, ale.. wierzę, że tym razem mi się uda. Że tym razem dam radę. Muszę. Po prostu muszę!
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Zwalczam lenia! - czyli wiosna dodaje energii
Wstyd się przyznać, ale jak na początku kwietnia zaczęłam sobie ćwiczyć, to trochę przesadziłam. Szczególnie z nogami. Bolały, chodzić nie mogłam. Po dwóch dniach odpoczynku zrobiło się lepiej, więc zamiast walczyć dalej to ja.. odpuściłam. Nie tylko nogi, ale ogólnie ruch. Nawet hantelki poszły w kąt. W sobotę byłam na imprezie z koleżanką, tańczyłyśmy kilka godzin, pot się lał strumieniami, ale im więcej ruchu, tym dla mnie lepiej. Wczoraj zdychałam (od kilku dni na kasie bez przerwy, a jeszcze po imprezie...), ale dzisiaj. Zakwasy, bóle i.. najlepszy ruch na to.
Tym bardziej że słoneczko, a ja chcę wdrożyć jeszcze bieganie. Co prawda nie wiem, którego planu się trzymać czy 10-cio tygodniowy czy 6-cio tygodniowy. Myślę, że rozgrzewkę zastosuję jak przed 10, ale ogólnie wezmę się za 6.
Do tego do pracy zamiast autobusem to na nóżkach mam zamiar chodzić, ogólnie częściej i więcej chodzić. I powróciły hantelki, ćwiczenia i przysiady!
Więc słoneczko pomóż mi zwalczyć permanentnego lenia, którego mam.
Mam nadzieję, że uda mi się też pożyczyć rower i sobie pojeżdżę (niestety mój jest nie do odzyskania).
Tak sobie planuję, tak sobie chcę. I tak będzie.
Tym bardziej że słoneczko, a ja chcę wdrożyć jeszcze bieganie. Co prawda nie wiem, którego planu się trzymać czy 10-cio tygodniowy czy 6-cio tygodniowy. Myślę, że rozgrzewkę zastosuję jak przed 10, ale ogólnie wezmę się za 6.
Do tego do pracy zamiast autobusem to na nóżkach mam zamiar chodzić, ogólnie częściej i więcej chodzić. I powróciły hantelki, ćwiczenia i przysiady!
Więc słoneczko pomóż mi zwalczyć permanentnego lenia, którego mam.
Mam nadzieję, że uda mi się też pożyczyć rower i sobie pojeżdżę (niestety mój jest nie do odzyskania).
Tak sobie planuję, tak sobie chcę. I tak będzie.
środa, 3 kwietnia 2013
30 dni z przysiadami
Moja dupa woła o pomstę do nieba! Fajne biodra mam, ale dupa to koszmar. Taka kacza, dyndająca - muszę coś z nią zrobić. No to zrobię. Po internecie krąży wiele projektów przysiadowych, że tak to ujmę. Którym mam zamiar iść?
Ano tym
Co nam dają przysiady? Przysiady rzeźbią uda pośladki oraz łydki. Są więc dość fajnym elementem treningowym. Jestem na drugim dniu. 25 przysiadów za mną, zakwasy są też (bo jak się człek nie rusza, to tak ma). Do tego inne ćwiczenia. I za 31 dni będę miała większą wprawę. I może jakieś sukcesy tyłkowe. Jak się ociepli dokładam bieganie.
Bo przecież praca nad sobą jest najważniejsza, prawda?
Ano tym
Co nam dają przysiady? Przysiady rzeźbią uda pośladki oraz łydki. Są więc dość fajnym elementem treningowym. Jestem na drugim dniu. 25 przysiadów za mną, zakwasy są też (bo jak się człek nie rusza, to tak ma). Do tego inne ćwiczenia. I za 31 dni będę miała większą wprawę. I może jakieś sukcesy tyłkowe. Jak się ociepli dokładam bieganie.
Bo przecież praca nad sobą jest najważniejsza, prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)















