środa, 2 października 2013

Mała rzecz o dużym biuście czyli jak go nie stracić?

Znacie to?
Chłopak pyta dziewczyny:
[Ch] Kochanie, czy ty masz piersi?
[Dz] Oczywiście!
[Ch] To czemu ich nie nosisz?

Przypomniał mi się ten kawał, kiedy kilka dni temu napomniałam pewnej osobie, że mi biust zmalał. Rozpoczęło się wielkie poszukiwanie pod hasłem "Gdzie one są?". Mimo żartobliwego tonu, to jednak mój całkiem duży biust zmalał. I nie wiem, czy się z tego cieszę. Bo, że chudnę w oczach, jak określiła moja znajoma to się cieszę. Ale z braku cycków już nie bardzo. Dodatkowo przeczytałam sobie post la figi o chudnięciu z danych obszarów. Zgadzam się co do tego, że jak chudniemy, to po całości, że nie da się tylko schudnąć z danego obszaru. I kluczowe tutaj jest słowo tylko. Bo skoro chudniemy po całości, to po kiego nam te wszystkie ćwiczenia na dany obszar..? Odpowiedź jest prosta. Dla ich wzmocnienia. A co za tym idzie - dla widocznego poprawienia tych partii ciała. Ćwicząc daną grupę mięśni sprawiamy że są widoczne. Są mocniejsze, nabierają pozornej objętości (dostarczamy im "energii"). Ale jak się to ma do biustu, który jak wiemy nie jest zbudowany z mięśni, tylko właśnie z tkanki tłuszczowej i gruczołowej?
Jeżeli nie stać nas na chirurga, to stać nas na ćwiczenia wzmacniające mięśnie klatki piersiowej. Ćwicząc, nie tylko wzmocnimy te mięśnie, ale napniemy też skórę (tutaj ważna jest także dieta), ujędrnimy ją i uelastycznimy. Pomogą nam też kosmetyki do biustu (np. nawilżające, ale nie wolno nam się tylko na tym opierać). Co nam to da? Efekty. Nie tylko będziemy szczuplejsze, ale biust stanie się bardziej widoczny, podniesiony, przez wzmocnienie mięśni (klatka piersiowa, barki, ramiona i plecy!). Będą piękne, jędrne i ponętne. A o to nam właśnie chodzi, prawda?
Bo właśnie dlatego ćwiczymy oprócz całości, wybrane partie ciała, by te konkretne mięśnie wzmocnić. I nie ma co tego ukrywać. Ćwicząc mięśnie nóg, nie wzmocnimy pleców i klatki. Spalając tłuszcz, też nie wzmocnimy ich tak do końca (piszę np. o bieganiu czy o rowerze). I tego powinnyśmy być świadome, spalanie =/= wzmocnienie!

Jak zadbać o nasze piersi?
Kosmetycznie - peelingi, masaże, kremy nawilżające,
Ćwiczeniowo - pompki, motylek czy hantle oraz wszystkie inne, które działają na górną partię ciała

Pamiętajmy także, o dobrze dobranym staniku. Złe deformują piersi. I o oddychaniu! Nasze mięśnie potrzebują tlenu! Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że większość z nas oddycha byle jak. Ale to może w następnym poście?


piątek, 6 września 2013

Obiecuję Ci moje ciało! (+ motywacyjnie #3)

Bo dzisiaj strasznie potrzebuję motywacji. Ciężkich haseł, nawet już nie efektów. Bo u mnie efekty przyjdą w swoim czasie. Wszak 16 kg to dużo. Jestem z siebie dumna. Ale nie jestem dumna do końca ze sposobu w jakim to osiągam. Za dużo we mnie lenia, za mało postanowień. I się siebie wstydzę. Swojej rozlazłości, złości, wymówek. Koniec z wymówkami. Obiecałam bliskiej mi osobie, że rzucę palenie. Nie kiedyś tam. Nie za jakiś czas. Teraz i natychmiast. Czemu nie potrafię dotrzymywać obietnic danych sobie? Co ze mną jest nie tak? Więc moje kochane ciało - obiecuję Ci że się zmienimy. Zmienimy sposób myślenia, zmienimy sposób działania, dotrzymamy swoich obietnic. Będziemy lepsi Ty i Ja. Sprawniejsi, zdrowsi, piękniejsi. Obiecuję Ci moje ciało!


sobota, 31 sierpnia 2013

Podsumowanie miesiąca: sierpień 2013

Chociaż dzień się już nie skończył, ja biegnę, pędzę i lecę, by podsumować sierpień. Bo jestem z niego zadowolona. Nawet bardzo, bardzo!
Chora jestem niestety, więc ani roweru, ani biegania, ani żadnej większej aktywności nie mogę wykonywać, bo sił brak, jednak ja się muszę Wam pochwalić.

Po pierwsze waga! W tym miesiącu schudłam równo 2kg. Chociaż to złe określenie, w tym miesiącu po prostu utrzymałam wagę na poziomie minus dwóch kilogramów. Do końca mojego postanowienia zostało mi jeszcze zrzucić 4kg.

Po drugie aktywność:
Najbardziej dumna jestem z roweru - przejechanych 107,538km. (w lipcu było 85km) W tym miesiącu zrealizowałam także swój cel przejechania 200km na rowerze.
Następnie spacery - 19km. (w poprzednim było ich 5km). Tutaj nie zawsze liczyłam, ale częściej chodziłam w różne miejsca.
Aktywność fizyczna, pomijając aktywność rowerową i spacerową (oraz pracę) to miałam jej 20h (tak, 20 godzin ćwiczeń), uważam że nie jest to jakiś zły wynik, ale mogłoby być lepiej.
Hantle - 1700 machnięć, zdecydowanie za mało :(
Pompki - 100 - mało
Przysiady - 60 - porażka na całej linii.
Brzuszki - 120 - kolejna porażka.
Stepper - 560 powtórzeń, ale coś ten mój stepper nie chce raz że zliczać, dwa, że ciężko chodzi. No i nie miałam za bardzo ochoty ;)

Jednak mimo tych słabych wyników ze stacjonarnych ćwiczeń, to jestem dumna z siebie, bo te bardziej wymagające zrobiłam dobrze.

Po trzecie - wyzwania!
No tutaj leżę i kwiczę. Co z tego, że rzucę szumnym "tak ćwiczę/macham/rzucę" kiedy wielkie G z tego wychodzi? Nie mam w sobie konsekwencji, mam za to wielkiego lenia. Więc jedynie trochę poćwiczyłam na biust, z paleniem ograniczyłam, przez kilka dni nie paliłam, potem znowu kurzyłam jak smok, ale.. jestem na dobrej drodze, co do ćwiczeń - ruszę z nimi, I promise!

Sierpień to był dobry miesiąc, dla mnie. Nie zrobiłam wszystkiego co sobie założyłam, ale jestem dumna ze swoich osiągnięć.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Motywacyjnie #2 (+ choróbsko)

Najlepszy komentarz jaki usłyszałam ostatnio? "Ale schudłaś!"
I fakt, że wchodzę w ciuszki (może nie leżą jeszcze idealnie) mniejsze, zgrabniejsze i nawet w nich fajnie wyglądam! Mój obraz mnie się zmienia, na taki lepszy.
Aktualnie jednak jestem chora, straciłam zapał do wszystkiego, męczy mnie nawet machanie hantlami. Jechałam ostatnio do pracy, i padłam po kilometrze. Ale jechałam chora. Więc zeszłam z roweru i prowadziłam go. Czułam się z tym okropnie.
Dlatego, skoro ja ćwiczyć nie mogę (najpierw się trochę wykuruję), pomotywuję Was dziewczyny! Damy radę :)

Musiałam ;)
To się odnosi to większości decyzji z mojej przeszłości
Niezła zmiana!
Już wkrótce podsumowanie tego miesiąca, z którego jestem serio dumna (zawsze mógł być lepszy, ale był lepszy od poprzednich!), poza tym mam kilka przemyśleń na temat moich celów, motywacji i zapału.

Miłego dnia, a ja się pakuję do roboty, wieczorem zaś do łóżka się kurować!

piątek, 16 sierpnia 2013

15kg i 96cm mniej! + foto

Wchodzę na wagę i widzę piękną (dla mnie) liczbę. Kolejny kilogram w dół. Byłam tym zaskoczona, bo ostatnio nic wielkiego właściwie w tym kierunku nie robiłam. Jazda na rowerze, spacer, zero właściwie ćwiczeń. Po ćwiczeniach częściej nabierałam wagi. W dodatku czuję się przed okresem, ale.. no kurczę. 15 kg mniej! To już 15,1kg za mną. Teraz chwilę się poszamoczemy, trochę przybiorę, trochę zgubię, ale... Do mojego celu rocznego zostało jakieś 4,9kg. Właściwie, to chciałam sobie tak podsumować, popatrzeć jak to leciało? Od lutego 2012 do teraz zgubiłam 15,1kg, pewnie dla niektórych to nie jest dużo, w takim czasie, ale nie wróciłam do tamtej wagi, tylko sukcesywnie chudnę. Raz przybiorę pół kilo, raz schudnę 0,2kg i tak lecę i lecę.
Niemniej jednak, jak patrzę, to łącznie zgubiłam..96cm! W miejscach, w których się mierzyłam:
Biust - 11cm
Pod biustem - 13cm
Talia - 14cm
Brzuch - 32cm !!
Biodra - 12cm
Udo - 6cm
Łydka - 5cm
Ramię - 2cm
Szyja - 1cm

Różnicę sporą widać, rzadko robię sobie zdjęcia, więc wiecie.. ale postaram się Wam pokazać.
Największą różnicę widzę po buzi, ale nie chcę tego pokazywać, na razie ;)
Zaczęłam się częściej uśmiechać, lepiej czuć, więcej rzeczy mogę przymierzyć. Po prostu, czuję się lepiej, wyglądam lepiej.
I będzie lepiej, będzie mniej.

No, czuję się z siebie dumna!

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Pierwszy cel zrealizowany! Jestem z siebie dumna!

Padam, ogólnie padam na twarz. Ale dzisiaj wpisując w runlogu swoje km, zobaczyłam, że.. zrealizowałam swój pierwszy cel!
Moim wyznaczonym celem na ten rok było 200km rowerem. Wyznaczając go, nie miałam swojego roweru, więc był trudny do osiągnięcia. Ale dzisiaj, udało się. Właśnie dzisiaj go zrealizowałam!

Powróciłam znad zalewu, mokra, szczęśliwa, brudna. Zaliczyłam też rowerek wodny. I jestem też dumna z innej rzeczy, moje osiedle jest na górce, więc ciągle wszędzie mam pod górę. Ostatnio jak jechałam nad zalew, to wysiadałam przy każdej większej górce, podjeździe, nie mówiąc o kamienistych drogach. A dzisiaj? Dzisiaj po prostu pędziłam jak szatan. Dopiero w drodze powrotnej wpakowałam się na niefajną ścieżkę, bardzo kamienistą, wyboistą i ciężko mi się jechało. Ale już nie ma tak, ze schodzę z roweru i go prowadzę kilometrami. Teraz, po prostu jadę. Jest coraz lepiej, po prostu - jest coraz lepiej!

piątek, 2 sierpnia 2013

Nowe wyzwanie!

A właściwie kilka wyzwań.
Zawsze to lubiłam, ale nie mogłam się jakoś odnaleźć w tym. Oczywiście, zajrzałam dzisiaj na bloga fit and sexy, i co? Lista wyzwań!
Więc postanowiłam dołączyć - zawsze to lepsza aktywność.

Wyzwanie 1: Walka o jędrny biust:

kliknij w obrazek po więcej informacji
Co prawda trochę zmodyfikowałam, bo więcej ćwiczeń z hantlami wzięłam (nie mam gumy), ale grunt to systematyczność.

Wyzwanie 2: Jędrna pupa


Kiedyś robiłam już to wyzwanie, ale wysiadłam. Teraz czas na nowo podjąć się tego wszystkiego :) Wierzę, że mi się uda!

Szukam innych, ciekawych wyzwań. Szykuję się (znowu! =.=") na rzucanie palenia. Wiem, że do końca sierpnia już nie zapalę.

Poza tym, skoro na blogach jest szał na boczki z Tiffany, postanowiłam spróbować i masakra, to jest genialne! Więc tak, sierpień jest miesiącem pełnej mobilizacji! I tego się będę trzymać!

Podsumowanie lipca 2013

Sierpień mamy, czas na podsumowanie lipca :)

Było lepiej niż w czerwcu, chociaż to i tak nie tyle, co chciałam. Chyba, że mam zliczyć do aktywności fizycznej moją pracę - bo ostatnio jest dosyć ciężko, pomaga to jednak schudnąć, więc nie wiem ^.^
Ale do rzeczy:

Rower - 85,54km (w ciągu 7,19h)
Spacer - 5,65km
Hantelki - 490 razy
Jeżeli doliczamy robotę, to czystej aktywności fizycznej miałam 132h
Nie wiem dlaczego nie zliczałam przysiadów i pompek, więc nie mogę wpisać, ale były.
W porównaniu z czerwcem, lipiec był ekstra. Ale to i tak lenistwo, albo zmęczenie pokonywały chęć ćwiczeń. Jednakże, jak ćwiczę, to coś się we mnie wyzwala, a to zmęczenie i pot jest po prostu.. fajny!


piątek, 26 lipca 2013

Motywacyjnie #1

Od czasu do czasu, no dobra - częściej niż od czasu do czasu, potrzebuję pooglądać motywacyjne obrazki. Jakoś tak, energii mi dodają. Uwielbiam przeto włazić na bloga fit and sexy. Kto nie zna, niech poznaje!
Ale o czym mówię? O tym, że mimo iż na blogu jakoś to słabo idzie, moja walka trwa nadal. Ostatnio się załamałam, że waga stoi w miejscu, ale.. centymetrowo i wizualnie jest mnie mniej.
Mam jedną swoją inspirację, która dodaje mi sił, ale.. potrzeba więcej, żeby przegonić lenia.
Dlatego motywuję się. O!

Mam cel! Dążę do niego. Ale przede wszystkim muszę chcieć, tak w środku. Nie mówić "chcę", wierzyć w to, że tego dokonam. Bo mam cel...Realny cel! Jeżeli inni mogą, to ja też, prawda? To siedzi w głowie. Wiem, że potrafię, że tego dokonam...!

P.S - rower wrócił z "naprawy". Muszę go znowu szybko popsuć ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Podsumowanie czerwca + aktualizacja rowerowa.

Wiem, że długo nie pisałam, ale czerwiec to był taki dziwny miesiąc. Zacznę może od tego, że zajechałam rower na śmierć. Dosłownie. Mam rozwalone pedały, hamulce, koła, łańcuch i coś tam jeszcze ergo - poszedł do reklamacji. Niestety Pani chciała być mądrzejsza i wrzuciła nam gwarancję, a nie towar niezgodny z umową (co dla mnie jest korzystniejsze). Dzisiaj mija 14 dni roboczych a ja nadal nie wiem, co z moim rowerem! Na szczęście mam inne, fajne cudo. Lepszy - przerzutki, hamulce, rama, pedały. Więc wczoraj po pracy zrobiłam sobie małą rundkę. Niestety - rundkę krótką, bo tylko 18km, ale zawsze coś. Wcześniej w te miejsca wyjechać nie mogłam, wczoraj bez problemu (po pracy!). A że u nas dziki grasują, a wokół same lasy to.. Jeśli zarzucicie mi już małą kondycję - nie, kondycję nadal mam słabą, ale mogę ćwiczyć ją dalej, bo jak widzicie.. czerwiec był miesiącem lesera!

Wracając do podsumowania, było kiepsko, chociaż trochę lepiej niż w maju.
W maju nie biegałam ani razu, nie licząc świńskiego truchtu na przystanek.
Rowerem pokonałam 65,11km - mało, ale rower zdechł.
Hantlami machnęłam tylko 250 razy. Bardzo źle.
Aktywności fizycznej miałam tylko 5,12h
Ze spacerami też kiepsko, bo jedyne 6km zrobiłam.
Przysiady i pompki po 20. Reszty niet.
Tak, kiepsko było. Nie ma się więc co dziwić, ze dupsko urosło znowu...
I jak tutaj być fit?
No i znowu zaczęłam palić, jak roweru nie było :( Cóż, będzie lepiej - musi być!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Nocna jazda na rowerze (:

Od trzech dni szaleję na moim mustangu :) Dopiero od trzech, bo niedawno wrócił z serwisu (tak, nowy rower), bo coś z przerzutkami i hamulcami ma nie tak. No nic. Pierwsza jazda była taka sobie, ale dzisiaj (znaczy w niedzielę), było cudownie. Po pracy kumpela wyciągnęła mnie na przejażdżkę. Miało być krótko, na chwilę i blisko, bo zmęczona jestem.. Wyszło 20km, przez kamieniołom i nad zalewem. A potem cudowna nocna jazda asfaltem do domu. Jestem zmęczona, spocona, brudna i przeszczęśliwa. A na dodatek kilka zdjęć - zabawa światełkami i długimi czasami naświetlania.
Me gusta!




niedziela, 9 czerwca 2013

Mój nowy mustang + rzucam palenie!

Jadę na rowerze słuchaj do byle gdzie
Rower mam posłuchaj w taki różowy jazz
Może byś tak Damian wpadł popedałować
Ubierz się w obcisłe bo to warto mieć styl
I depniemy sobie ode wsi dode wsi
Może byś tak Damian wpadł popedałować 

[Lech Janerka - "Rower"]


Znacie? No właśnie, ja sobie to nucę od jakiegoś czasu, albowiem zakupiłam nowego mustanga, którym będę sobie pedałować. Dzisiaj przez 6h z moim ukochanym chrzestnym Markiem szukaliśmy jakiegoś zwykłego, taniego roweru. Nie chcę inwestować w rower, za X tysięcy, czy nawet za coś powyżej 600zł, jak potrzebuję czegoś zwykłego. Ot dwa kółka, rama, kierownica, siodełko, pedały. Ma jeździć. Ma mi pomóc spalić kalorie. Ma wjechać w wertepy. Ma się po prostu ze mną zaprzyjaźnić. A jak się już zaprzyjaźnię z nim i jazdą na rowerze, to wtedy pomyślę o czymś specjalnym. Ale po co mi wyczynowy rower?
Ja jestem zadowolona z mojego mustanga, którego Wam pokażę dopiero za jakiś czas.

I.. hmm.. obiecałam sobie, że jak zakupię rower, to rzucam palenie. Więc od rana nie palę. Nie chcę mówić hop, ale.. wierzę, że tym razem mi się uda. Że tym razem dam radę. Muszę. Po prostu muszę!

czwartek, 23 maja 2013

Pomiary 23/5/2013

Minął miesiąc od ostatnich pomiarów i chociaż rewelacyjnie nie jest, to spadki są. I są widoczne. Co prawda w maju mierzyłam się i ważyłam tylko 2 razy, ale to zawsze coś, prawda? Jest dobrze, będzie coraz lepiej.



Data
Waga
W biuście
Pod biustem
Brzuch
Talia
Biodra
Udo górne
udo połowa
łydka
ramię
szyja
7/01/2013
90
106
89
108
89
115
66
55
40
32
36
22/04/2013
87,6
105
88
104
87
113
62
53
37
31
35
2/05/2013
87,4
105
88
99
87
113
62
52
37
30
35
8/05/2013
87,2
103
86,5
97
87
112
62
52
37
30
35
23/05/2013
86.2
103
86
95
87
110
60
52
36
29
35


Tabelka idealna nie jest, ale fajnie to widać. Szczególnie z wagą. Chociaż ćwiczenia w tym miesiącu nie są zbyt rewelacyjne, to tryb życia i stres, zrobiły swoje.  A ostatnio wpieprzałam samą czekoladę milkę. Ughhhh... na pochybel z nią!