wtorek, 28 lutego 2017

Wyzwanie tysiąca kroków

Zawsze mi się wydawało, że dużo chodzę. Fakt, w pracy potrafię przez kilka godzin zrobić kilka km, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym ile to jest. No bo skoro czuje, ze chodzę dużo to pewnie tak jest, czyż nie?
Otóż nie. Koleżanka z pracy pokazała mi fajną apkę do Samsunga S Health (klik lub klik), którą można mieć na każdym telefonie, a która przede wszystkim mierzy nam ilość wykonanych kroków. Z pewnością siebie, stwierdziłam, ze 6 tysięcy kroków dziennie to pikuś. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie wykonuje takiej ilości kroków. Fakt, w drodze do i z pracy, jestem w stanie osiągnąć zalecany wynik, ale po pracy osiadam. A dla zdrowia zalecane jest pokonanie ok. 10 000 kroków (co daje nam jakieś 8km). Aplikacja ta dała mi jakiś taki namacalny cel, który sobie narzuciłam. Bo dopóki nie zmierzyłam, wydawało mi się, że coś jest ok. A nie jest.

Wraz z koleżanką, rzuciłyśmy sobie wyzwanie która pierwsza osiągnie zalecany pułap kroków. Niby nic, niby śmieszne wyzwanie, ale daje jakiś cel, chęć wygranej i co najważniejsze - rusza. Wcześniej z lenistwa podjeżdżałam do pracy tramwajem. Teraz wolę się przejść. Raz że świeże powietrze (no, w jakimś tam stopniu), dwa, że nabijam te kroki. Wczoraj w pracy zrobiłam ponad 8 tysięcy kroków. A są ludzie, którzy nie robią nawet 3 tysięcy.

Rzucam sobie wyzwanie (bo lubię wyzwania, motywują mnie i uczą systematyczności), żeby do końca marca 2017 roku wykonać 250 000 kroków (zaczynając od dzisiaj). Chce się ktoś przyłączyć?


wtorek, 10 stycznia 2017

2017 z przytupem czas zacząć!

Dzień dobry!
A właściwie dobry wieczór, chociaż kto to wie, o której to czytacie? Tak czy siak - chciałabym Was przywitać w tym Nowym bo nowym Roku 2017.
Czas go zacząć z przytupem, z mocnym poprawieniem poprawy (zresztą ruszenie tyłka to już jest o jeden krok więcej niż w poprzednim roku) i skończyć pierdolić, że jest źle.
Bo rok 2016 to moja osobista niepodważalna porażka - właściwie we wszystkim co się dało. Począwszy od mieszkania, przez pracę, zdrowie a skończywszy na życiu prywatnym. Wszystko poszło się brzydko mówiąc jebać, a to co osiągnęłam - runęło. Jestem winna prawie wszystkiemu - no cóż, błędów w tym roku nie zamierzać powielać (pewnie narobię innych). Przychodzę po mocnego kopniaka w tył pleców, tak, żeby mi bokiem wyszły wszystkie "bo mi się nie chce".
Oj chce - chce i to bardzo, bo mam sobie pewne rzeczy do udowodnienia.
I do zrobienia.
W głowie już plan działania się ułożył, na kartce został spisany, teraz tylko wcielić go w życie. Ruszam wielotorowo, ale w zgodzie ze wszystkim, a nie chaotycznie, jak do tej pory - że to i tamto, a to były dwie wykluczające się rzeczy - ergo nie wyszło.

Czas start. Bo chcę!

środa, 12 października 2016

Plany i inspiracje: Pole Dance

Witajcie.
Ostatnio przeglądając fejsbunia w czasie pracy natknęłam się na zapisy do jednej ze szkół pole dance we Wrocławiu. Oferta ciekawa, zajęcia w miarę moich możliwości dobrze poukładane. No kusi niesamowicie, bo o pole dance myślę już od bardzo, bardzo dawna. Niestety jeden potężny argument nie pozwolił mi na zapisy w podskokach, ale za to zmusił do kombinowania, by od nowego roku zapisać się na ten kurs.
Bo czym jest pole dance? Zwany tańcem na rurze, jest połączeniem tańca, sportu i swego rodzaju sztuki. Kojarzony ze striptizerkami w klubach nocnych, aktualnie jest dość popularną formą ćwiczeń fitness, baletu i gimnastyki. Dla mnie to pewna magia, która pozwala wyzwolić ze swojego ciała pokłady elastyczności, zmysłowości, siły i delikatności zarazem. Nie powiem, uwielbiam siedzieć i patrzeć na YT na zawodniczki pole dance na różnych konkursach. Zresztą.. same zobaczcie:

Moja faworytka:




Magia, prawda? Dwa ostatnie filmiki można przerzucić do samych występów na zawodach. A ja serio - od przyszłego roku mam zamiar zabrać się na poważnie za tę dyscyplinę.

A Wy? Co o tym myślicie?

niedziela, 25 września 2016

Hey! Wake up!

Poranna kawa, poranny papieros, piękna i chłodna jesienna pogoda. Mamy prawie październik, a ja ten rok.. po prostu przewegetowałam. Nie powiem, że nie było momentów, tych szczęśliwych momentów, ale wszystkie moje plany i ambicje gdzieś się zgubiły po drodze. Trzeba się wreszcie obudzić i ruszyć do przodu. Zacząć iść z podniesioną głową, zawalczyć o siebie, uśmiechnąć się, powiedzieć "hej, jesteś silną i piękną kobietą!".
Do końca roku nie zdążę, ale kto mi zabroni rozpocząć wszystko we wrześniu? Żeby było 365 dni. Czy to ma jakieś znaczenie? Ważne, że w mojej duszy obudził się głos i krzyknął "hey! wake up!"

Ostatnio stanęłam przed lustrem, rozpuściłam włosy, ubrałam małą czarną. I wiem, kiedy chcę aby ten zestaw był olśniewający, wiem, jak chcę wyglądać w tej sukience i w tych rozpuszczonych włosach, komu się pokazać. Trochę mi brakuje.

Widziałam w jego oczach iskrę, chcę zobaczyć płomień. I do samej siebie w lustrze powiedzieć "podobasz mi się".

Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Trzeba wstać, poprawić koronę i powiedzieć sobie "dzisiaj, dzisiaj jest pierwszy dzień aktualizacji. Już niedługo z najgorszej wersji siebie, będę tą najlepszą."

Tak chcę, tak pragnę.

Po prostu tu wracam.


niedziela, 7 lutego 2016

Nowy rok - nowa ja czyli zmiany w moim życiu.

Witajcie w nowym roku. Co prawda od Sylwestra minął już miesiąc, i życzenia wszystkiego dobrego powinnam Wam złożyć już dawno, ale mogę się trzymać kalendarza chińskiego, w którym Nowy Rok zaczyna się już 8 lutego. Czuję się usprawiedliwiona. Więc - wszystkiego dobrego!

Od jakiegoś czasu w moim życiu zachodzą pewne zmiany. Chyba najważniejsza to zmiana mieszkania. Od kilku dni mam internet na nowym mieszkaniu. Niestety jeszcze nie 'moim moim', ale znalazłam tutaj azyl. Zobaczymy jak z czasem to wyjdzie. Na razie próbuję się rozpakować. I jest mi ogólnie dobrze z tym wszystkim.

A kolejne zmiany? Dotyczą całego mojego życia. Postanowień, których nie robiłam co prawda, ale w głowie pojawiła się myśl, że koniec z udawaniem innej mnie. Koniec z podobaniem się innym - w tym roku stawiam na siebie, swoje potrzeby, swoje pragnienia, swoje plany. Stawiam na swoją duszę. I nie mam zamiaru robić coś pod innych, aby zaakceptowali. Czasami w życiu warto być egoistką. I uśmiechać się kusząco.

I to mam zamiar robić przez następny rok - ulepszać siebie, kusić i śmiać się z całego serca.
M.

środa, 9 grudnia 2015

17 sposobów na motywację czyli wypowiadam się ;)

Jak ten czas szybko leci. Dopiero był początek roku i nowe postanowienia, a teraz wszystko się kończy. Miałam kryzys, zresztą widać to na blogu, prawda? I od miesiąca próbuję się pochwalić jedną rzeczą - wypowiadałam się na temat motywacji na blogu Huberta fitplanner.pl


Ale ten kryzys trwający sprawiał, że nie mogłam się przemóc. A dzisiaj? Dzisiaj otworzyłam tego posta, przeczytałam swoją wypowiedź i inne wypowiedzi i kurcze. No przecież to jest właśnie to. To odnalezienie siebie i posłuchanie potrzeb ciała. Tego było mi potrzeba. Tej własnej motywacji.
Dlatego chwalę się dzisiaj - i motywuję, zarówno siebie jak i Was!
Miłego wieczoru
Mirielka

poniedziałek, 2 listopada 2015

Zdrowie na talerzu: Orzeszki ziemne

Jesień to taki okres, w którym mam mnóstwo pracy, dzień jest za krótki, a spraw za dużo. Ale na szczęście ostatnio udaje mi się spędzić kilka cennych chwil z książką, herbatą i... orzeszkami ziemnymi. I przy tych ostatnich zatrzymajmy się na chwilę.

Orzech podziemia, arachidowy czy fistaszek to nazwy tego jednego produktu - orzecha ziemnego. Co ciekawe bliżej im do fasoli lub grochu (poprzez sposób uprawy, należą do rodziny roślin bobowatych) niż do klasycznego orzecha. Jednak poprzez swoją zawartość składników odżywczych oraz ze względu na smak łączy się je z innymi orzechami. I bardzo dobrze!
Trzeba przyznać, że teoretycznie fistaszki są bardzo kaloryczne (ok. 596 kcl/100g), ale nie sprzyjają nadwadze.  Oczywiście mówimy tutaj o zwykłych orzeszkach, a nie tych solonych, w karmelu bądź w czekoladzie. Zawierają bardzo dużo białka (ok. 25%) oraz tłuszczu (46% składu). Jednak zawarte w nich kwasy oleinowe nie odkładają się w postaci zbędnego tłuszczu, a wpływają na poprawę cholesterolu (obniżają ten zły i niedobry cholesterol ;)) oraz wpływają zbawiennie na układ krwionośny (można rzec, że zapobiegają takich chorobom jak miażdżyca, zawał czy udar). Zawierają sporą ilość błonnika (ok. 8g/100g) co ma cenny wpływ na nasze jelita - ładnie się oczyszczają.
Dodatkowo zawierają wiele potasu, magnezu, selenu, fosforu, witaminy E ("witamina młodości" wpływa na poprawę wyglądu skóry, włosów paznokci, zapobiega starzeniu się skóry) oraz niacyny (witamina PP). Są także cennym źródłem kwasu foliowego oraz argininy (budulec ludzkich mięśni) - podnoszą zdolność do wysiłku.

Należy jednak pamiętać, że orzeszki ziemne silnie uczulają (są bardzo silnym alergenem), dlatego osoby uczulone powinny bacznie przyglądać się ostrzeżeniom na opakowaniach.
Mimo wszystko - garść tych orzeszków to niesamowity przysmak, który nie tylko dba o nasze serce czy dobry sen, ale też o zdrowie, urodę i samopoczucie.

To kto dzisiaj ze mną pochrupie?
Buziaki,
Mirielka

źródło informacji:
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,101460,12423962,Orzeszki_ziemne___przegryzka_pelna_zdrowia_.html
http://zdrowie.wp.pl/zdrowie/metody-naturalne/art344,orzeszki-ziemne-zdrowe-ale-zdradliwe.html