wtorek, 13 czerwca 2017

Finally! Karta multisport :)

Hej!
Niecierpliwie czekam 15 czerwca, nie dlatego że jest wolny weekend, ale dlatego, że wreszcie moja karta multisportu będzie aktywna. Nawet nie macie pojęcia, jak długo na to czekałam.
Od dłuższego czasu, wraz z kilkoma innymi osobami, próbowaliśmy wprowadzić w mojej firmie ten pakiet socjalny. I niedawno nam się udało. I chociaż firma jest w miarę duża, to jednak zebrać marne 40 osób to był wyczyn. Niestety na razie jest to pakiet podstawowy, ale zawsze to coś.
Właśnie wczoraj odebrałam swoją kartę, a za dwa dni będę mogła już z niej korzystać! Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę! Jak się uda, może za dwa, trzy miesiące wskoczymy na pełen pakiet.

W dodatku, w ofercie letniej, otrzymuje 4 vouchery do kina i do muzeów, oraz godzinę dziennie jazdy rowerem miejskim.
Jest tyle rzeczy, które chciałam wypróbować, a teraz z multisportem mi się uda.
No to byle do 15-go. A może ktoś z Wrocławia będzie chętny na wspólne wypady?
Ciao!

piątek, 9 czerwca 2017

Wyzwanie tysiąca kroków - podsumowanie

Dzień dobry Kochani!
W moim poprzednim poście (za co mam ochotę pierdzielnąć sobie w łeb) pisałam o wyzwaniu krokowym. Że do końca marca chce wykonać 250 000 kroków. Wyzwanie się do końca nie udało, zabrakło mi jakichś 43 000.  Suma wykonanych kroków to: 207560/250000.

Aplikacja liczy dalej, chociaż ostatnio jestem zbyt zalatana, by monitorować swój sen, wodę i kroki. A ja z ciekawości sprawdziłam co i jak. Aktualnie mogę stwierdzić, że najaktywniejszym miesiącem do tej pory był maj.
Luty: 21.000
Marzec: 186.560
Kwiecień: 169.165
Maj: 201.355
Czerwiec: 43.521
Łącznie na dzień dzisiejszy: 582.432. (chociaż aplikacja twierdzi, że mam 621.314)

Sprawdzając aktywność w aplikacji, widzę, że wiele dni mam zupełnie pustych, jakbym się nigdzie nie ruszała, możliwe, że to były dni bez telefonu. Musiałabym mieć albo futerał na telefon, albo zegarek, który mierzy kroki. Nie jest tragicznie, chociaż mogłoby być lepiej.
W każdym razie aplikacja działa dalej w tle, a ja muszę się wziąć w garść.
Miłego dnia!

wtorek, 28 lutego 2017

Wyzwanie tysiąca kroków

Zawsze mi się wydawało, że dużo chodzę. Fakt, w pracy potrafię przez kilka godzin zrobić kilka km, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym ile to jest. No bo skoro czuje, ze chodzę dużo to pewnie tak jest, czyż nie?
Otóż nie. Koleżanka z pracy pokazała mi fajną apkę do Samsunga S Health (klik lub klik), którą można mieć na każdym telefonie, a która przede wszystkim mierzy nam ilość wykonanych kroków. Z pewnością siebie, stwierdziłam, ze 6 tysięcy kroków dziennie to pikuś. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie wykonuje takiej ilości kroków. Fakt, w drodze do i z pracy, jestem w stanie osiągnąć zalecany wynik, ale po pracy osiadam. A dla zdrowia zalecane jest pokonanie ok. 10 000 kroków (co daje nam jakieś 8km). Aplikacja ta dała mi jakiś taki namacalny cel, który sobie narzuciłam. Bo dopóki nie zmierzyłam, wydawało mi się, że coś jest ok. A nie jest.

Wraz z koleżanką, rzuciłyśmy sobie wyzwanie która pierwsza osiągnie zalecany pułap kroków. Niby nic, niby śmieszne wyzwanie, ale daje jakiś cel, chęć wygranej i co najważniejsze - rusza. Wcześniej z lenistwa podjeżdżałam do pracy tramwajem. Teraz wolę się przejść. Raz że świeże powietrze (no, w jakimś tam stopniu), dwa, że nabijam te kroki. Wczoraj w pracy zrobiłam ponad 8 tysięcy kroków. A są ludzie, którzy nie robią nawet 3 tysięcy.

Rzucam sobie wyzwanie (bo lubię wyzwania, motywują mnie i uczą systematyczności), żeby do końca marca 2017 roku wykonać 250 000 kroków (zaczynając od dzisiaj). Chce się ktoś przyłączyć?


wtorek, 10 stycznia 2017

2017 z przytupem czas zacząć!

Dzień dobry!
A właściwie dobry wieczór, chociaż kto to wie, o której to czytacie? Tak czy siak - chciałabym Was przywitać w tym Nowym bo nowym Roku 2017.
Czas go zacząć z przytupem, z mocnym poprawieniem poprawy (zresztą ruszenie tyłka to już jest o jeden krok więcej niż w poprzednim roku) i skończyć pierdolić, że jest źle.
Bo rok 2016 to moja osobista niepodważalna porażka - właściwie we wszystkim co się dało. Począwszy od mieszkania, przez pracę, zdrowie a skończywszy na życiu prywatnym. Wszystko poszło się brzydko mówiąc jebać, a to co osiągnęłam - runęło. Jestem winna prawie wszystkiemu - no cóż, błędów w tym roku nie zamierzać powielać (pewnie narobię innych). Przychodzę po mocnego kopniaka w tył pleców, tak, żeby mi bokiem wyszły wszystkie "bo mi się nie chce".
Oj chce - chce i to bardzo, bo mam sobie pewne rzeczy do udowodnienia.
I do zrobienia.
W głowie już plan działania się ułożył, na kartce został spisany, teraz tylko wcielić go w życie. Ruszam wielotorowo, ale w zgodzie ze wszystkim, a nie chaotycznie, jak do tej pory - że to i tamto, a to były dwie wykluczające się rzeczy - ergo nie wyszło.

Czas start. Bo chcę!