wtorek, 8 sierpnia 2017

"Wege siła. Dieta roślinna dla sportowców i miłośników aktywnego trybu życia" Brendan Brazier [recenzja]

Opalamy się (:
Od dłuższego czasu zastanawiałam się co jest w moim organizmem nie tak. Co ja robię źle. Wsłuchiwałam się w moje ciało, ale ono nie chciało mi powiedzieć co mu dolega. Aż wreszcie sięgnęłam po tę książkę. I wreszcie wiem - to stres!
Ale zacznijmy od początku...

Brendan Brazier to znany amerykański kulturysta, triatlonista oraz dwukrotny zwycięzca ultramaratonu na dystansie 50km. Jest też autorem nowej filozofii sportowej, a także kilku książek m.in. "Thrive" oraz posiadanej przeze mnie "Wege siły". Takiej osobie mogłam ze spokojem zaufać i poznać jego wartości i cenne wskazówki.
Nie ukrywam, że odpowiednia dieta dla mnie to nie tylko ta, po której można schudnąć, ale przede wszystkim taka, która zmieni postrzeganie ciała oraz całego procesu żywienia. Z której mogę wyciągnąć to, co najlepsze i najkorzystniejsze dla mnie.
Nie ukrywam, iż nie jestem weganką. I nie stanę się nią na 100%. I wiecie co? Nie muszę! Ale dzięki tej książce, poznałam wiele wskazówek (które już na sobie przetestowałam) i rad, które wcielę w życie.

"Wege siła" to książka stworzona dla sportowców, przez sportowca i z myślą o zdrowym odżywianiu się. Podzielona jest na 7 rozdziałów, w których znajdziemy obszerne informacje, cenne wskazówki i mnóstwo przepisów. Widać, że jest pisana z niezwykłą pasją i ogromną wiedzą. Nie obiecuje nam szyszek na wierzbie i gruszek na Giewoncie, ale krok po kroku pokazuje nam co jak działa, dlaczego tak działa i co można z tym zrobić. To jak instrukcja obsługi, z którą warto zapoznać się przed użyciem. Dla mnie najcenniejszy jest rozdział pierwszy, w którym znalazłam rozwiązanie mojego problemu, a właściwie wskazówkę dotyczącą rozwiązania. To stres. Nie taki zwykły stres, tylko stres żywieniowy (uwierzcie mi, że poruszę obszerniej ten temat na łamach bloga). Do tej pory nie miałam pojęcia, że takie coś istnieje. A istnieje, i podejrzewam, że większość z Was go doświadcza.
Drugi rozdział to wyjaśnienie, czym tak naprawdę jest dieta wege i na czym ona polega. Znajdziemy tutaj między innymi informację o alergiach żywieniowych, nawodnieniu, oraz które pokarmy pomagają w utrzymaniu odpowiedniego pH naszego organizmu. Rozdział trzeci poświęcony jest trosce o środowisko, czyli ile enrgii zużywamy na produkcję pożywienia i czy mamy na to jakiś wpływ? Z kolei w czwartym rozdziale odnajdziemy informację już stricte sportowe - jakie są najważniejsze substancje odżywcze dla sportowca, na co należy zwrócić uwagę, jak dostosować posiłek do treningów. Przydatna rzecz, z której z pewnością skorzystam.

Czyż brokułek nie jest uroczy?

Piąty rozdział, to zbiór informacji na temat podstawowych pokarmów na diecie wege, oraz konkretnych grup - warzyw, owoców, nasion, olei, czy zbóż. W rozdziale szóstym znajdziemy plan posiłków  na diecie, listę zakupów, sprzętów oraz propozycję posiłków.
I wreszcie w rozdziale siódmym odnajdziemy przepisy, wprowadzenie do posiłków, oraz cenne wskazówki i rady dotyczące przygotowania pokarmów.
Dodatkowo w książce zamieszczony jest słowniczek pojęć, który jest dość pomocny (wyjaśnienie pewnych zjawisk, chorób) i przede wszystkim ciekawy.

Książka napisana jest lekko, chociaż nie jestem do końca przekonana czy słowo 'książka' jest odpowiednie. Czytelnik znajdzie tutaj mnóstwo cennych informacji, doświadczenie autora, i pomocną dłoń, jeśli chce rady wprowadzić do swojego życia. W tej książce nie ma nacisku "musisz to zrobić". Jest stopniowe zachęcanie do zmiany stylu żywienia. Już jeden posiłek typowo wegański może nam pomóc, a przepisy na pyszne, pożywne smoothie czy batony energetyczne aż zachęcają do treningów. To nie jest dieta odchudzająca, chociaż spadek wagi jest naturalnym procesem (swoją drogą, można tutaj także znaleźć informacje, co może być przyczyną tego, że nie chudniemy i jak temu ewentualnie zaradzić), to bardziej instrukcja, jak wzmocnić organizm, aby poprawić swoje wyniki. Zarówno te w sporcie, jak i w życiu codziennym.
Nie mogę nie wspomnieć o uroczym brokule, który towarzyszy nam na początku każdego rozdziału i dość konkretnym podsumowaniu wiedzy. Książka ma miękką oprawę, jest klejona, wydanie mi się bardzo podoba. Dla mnie jest poręczna. Od dwóch tygodni wędruje ze mną w torebce, znalazła sobie tam miejsce i czasami zapominam, że ją mam.

Co ja w niej znalazłam? Jak wspominałam na początku, znalazłam wyjaśnienie i ogółem cenne informacje na temat stresu. Przyznam, że ten rozdział chłonęłam jak gąbka. Wykorzystałam rady, które autor zamieścił, wprowadziłam kilka typowo wegańskich dań, inne szykuję bardziej pod kątem treningów i zaczynam dostrzegać poprawę wyników. Przede wszystkim jestem pełna energii a jednocześnie spokojniejsza. Kojarzę fakty, słucham swojego ciała. A porcja sałaty przestała być dla mnie koniecznością. Cieszę się, że ją mam, bo jak mówię, 100% weganką nie zostanę, ale wpływ jaki mogą mieć warzywa na mój organizm to jednak dla mnie argument. Uważniej też wybieram produkty, i muszę się Wam przyznać że znacznie oszczędzam czas na zjedzenie czegoś pożywniejszego i zdrowszego niż do tej pory.

Na koniec wrzucam fotę z mojego ostatniego spaceru nad Odrą (kliknięcie powiększa)


Ze swojej strony chciałabym jeszcze podziękować firmie Booksenso, dzięki której mogłam przeczytać tę pozycję. Dziękuję.