sobota, 1 lipca 2017

Podsumowanie półrocza i postanowienia na kolejne miesiące

Hei!
Pierwszy lipca to doskonały moment, żeby zrobić mały rachunek sumienia i spojrzeć za siebie. W tamtym roku totalnie się zatrzymałam. Ba! Podejrzewam, że zrobiłam nawet wiele kroków wstecz. Jako było w tym?

Początkowo trwałam w jakimś półśnie, marząc i nie mogąc się dobudzić. Ale muszę przyznać, że z dnia na dzień moja determinacja i chęć zmiany całego swojego życia brały górę. Bo tu już nie chodzi tylko o sport i fit-życie. Chodzi o całokształt. Może to też dlatego, że poznałam kogoś, kto przebił się przez większość otaczających mnie murów i po prostu powiedział Kocham Cię, jesteś  Moim Światem. I zaczął mi to pokazywać? Zapomniałam jak wiele znaczy uśmiech. Zapomniałam o tym, ile uroku i piękna ten uśmiech mi daje. Nie spoglądam już na siebie z obrzydzeniem, kiedy patrzę w lustro. Teraz widzę, że jestem fajną, młodą kobietą, która przed sobą ma całe życie. A obok mnie jest M., który wspiera i nie pozwala mi na złe myśli. Dużo jeszcze pracy przede mną, ale teraz mam więcej siły i motywacji.

Jednym z moich postanowień była zmiana pracy, bo w swojej po prostu się mocno wypaliłam. I wiecie co? W ciągu jakichś trzech miesięcy otrzymałam dwa awanse. Aktualnie jestem zastępcą kierownika i w tej roli czuję się dobrze. Więcej obowiązków ale i więcej frajdy. I czuję, że dziewczyny mnie uwielbiają. Przychodzą po wsparcie i siłę. A ja im to daję. Bez problemu! Wcześniej warczałam na cały świat, a teraz? Uśmiech na twarzy i ciągły ruch. Nadal co prawda przyciągam problemy, ale moje postrzeganie ludzi się zmieniło. Czuję, że mogę pokonać każdą przeszkodę.

Moje ciało się zmienia, tak samo jak gust. Nie jestem już nastolatką, więc inaczej muszę o siebie i swoje ciało zadbać. Zarówno od środka, jak i na zewnątrz. I tutaj też widzę zmiany. Zaczynam się dobrze czuć w swoim ciele i chcę je pielęgnować. Jak ciało kobiety. Czyżby to była miłość? ;)

Ogólnie, mimo iż nie mam spektakularnych osiągnięć na polu swojej aktywności fizycznej, zmiany jakie zaszły w moim życiu dały mi niezłego kopa. Powróciłam do hantli i ćwiczeń, zakupiłam karnet na siłownię i mam zamiar zamienić swój rower na pojazd a nie wieszak na ubrania.

Co do kolejnych miesięcy, mam nadzieję, że duch i zapał, jaki we mnie teraz jest pozwoli mi na dalszy rozwój. Przede wszystkim osobisty. Powróciła mi chęć na zwiedzanie i eksplorowanie nowych miejsc. Chcę powrócić do nauki języka fińskiego i wzmocnić swój angielski. Powróciłam do czytania i chcę znowu rozwijać swoją biblioteczkę. Z czasem powrócić do postcrossingu, bo pasja wiecznie żywa. Zakupić wreszcie pojki i wrócić do kręcenia. I po prostu żyć pełną piersią. Z M. przy boku. Dla samej siebie. I dla niego. Bo teraz wiem, że warto.

I trochę zmieni się ten blog. Nie będzie tylko i wyłącznie walką o bycie fit. Bo była to walka z góry skazana na porażkę. Będzie to walka o mnie samą. O zdrowe ciało, piękną figurę i przede wszystkim o szczęśliwą duszę. Bo od tego powinnam zacząć.

Trzymajcie kciuki!